poniedziałek, 19 października 2020

Rozdział 21 Problemy rodzą kolejne problemy

  Loki miał racje. Miał racje. Tak. Siedziała teraz na podłodze w szatni z opuszczoną głową. Obskurne kafelki wokół niej jeszcze bardziej przypominały o beznadziejnej sytuacji. Nie sądziła, że tak szybko sprawy się potoczą. Wydawało jej się to nie możliwe, bo przecież, która szkoła robi coś z dnia na dzień? 
Mając w świadomości Jessicę i Hansa, do tego wcześniejsza rozmowa z Nataszą.
- Wiem że to trudna sytuacja dla ciebie, ale wiesz jakie zasady panują w tej szkole - mówiła to swoim teatralnym sposobem, że dało się zauważyć czystą niechęć do tego co musiała jej powiedzieć
- Przecież miała pani mnie trenować do końca, aż ukończę szkoły - El prawie krzyczała - Była umowa. To, że królowa szkoły tego chce nie oznacza, że tak ma być, i jeszcze zostawiać mnie bez możliwości - stały tak przez moment, aż trenerka spuściła wzrok
- Przykro mi
To, by ją tak nie bolało, jakby nie obecność szyderczej dwójki przyglądającej się tej farsie zza band.
Z całej tej złości na zaistniałą sytuacje trafiła do szatni by nikt nikt nie widział jak moc uwolniła się i mróz pokrył ścianę na której znajdowały się rury, niekonserwowanych przez wieki pryszniców. Zimno rozsadziło metal, a woda zaczęła spływać na skuloną dziewczynę. Aby tego było mało, głosy oznaczające chłopców wracających z treningu zbliżały się niebezpiecznie w jej kierunku. Wstała gwałtownie widząc pół nagiego Jacka stojącego przed nią. Co mogło pójść jeszcze nie tak? - pomyślała
Ale oczywiście zawsze musiało być jeszcze gorzej, ponieważ ręcznik który był do tej pory zawiązany na biodrach Frosta - który i tak by prawdopodobnie znikną w najbliższym czasie z powodu, że byli pod prysznicami - osuną się niebezpiecznie w dół. Elsa nie wytrzymała. Pewnym i szybkim krokiem skierowała się ku wyjściu. Zostawiając dla reszty nie miłą, śliską, niespodziankę.
Elsa szła szybko korytarzem w stronę swojego pokoju, aby zabrać swoją torbę. Jej kroki były ciężkie i długie, a uczniowie na których natrafiała albo lądowali na ziemi kiedy, ich taranowała, albo próbując ją wyminąć, wpadali na ścianę. Jednak blondynka zbytnio się tym nie przejmowała. Wydarzenie mające niedawno miejsce były dla niej tak szokujące, że była tylko na wpół świadoma tego, co aktualnie robi. Jak oni w ogóle mogli zrobić jej takie świństwo? Tak ciężko pracowała, trenowała, nabijała tysiące siniaków, kaleczyła się od lodu, nabijała guzy odkąd skończyła pięć lat, a teraz co? Została tak podle potraktowana, zostawiona na lodzie. Dosłownie jak i w przenośni. Natasha już nie będzie jej trenerką. Teraz wszelkie kontrakty i obietnice nie miały żadnego znaczenia. Ha, a dlaczego? Bo pewna czarnowłosa zołza chce ją zniszczyć. Zniweczyć, zgnoić! Żeby ją tak piorun pierdo...
   Nagle blondynka wpadła na coś co tym razem postawiło mocny opór. Z cichym sykiem zaczęła rozmasowywać obolałe ramię i spojrzała na to coś, a jej oczom ukazała się burza rudych loków. Genialny moment...
- Elsa? - Merida wydała się być zaniepokojona zachowaniem blondynki - wszystko w porządku? Czemu wyglądasz jakby stało się coś co... - ale młoda łyżwiarka przerwała jej wściekle.
- ..zrujnowało na zawsze moje życie?! - w jej oczach wręcz zalśniły ogniki - Tak owszem! Wszystko się wali, słyszysz, wszystko! Wszystko nad czym pracowałam, wszystko o czym marzyłam, spieprzyło się na amen! -wrzasnęła na jednym wdechu, a jej twarz która, cała poczerwieniała, znajdowała się centymetr od twarz zdezorientowanej Meridy.
- Czyyyyli w sensie wszystko..? - rudowłosa przełknęła ślinę, chichocząc nerwowo.
- WSZYSTKO DO CHOLERY!! - wrzasnęła prosto w buzie przyjaciółki na co ta zacisnęła powieki, marszcząc czoło, jakby bała się że, wkurzona, żeby nie powiedzieć ,,wkurwiona,, blondynka jeszcze coś dopowie (coś, w sensie coś znacznie gorszego), jednak usłyszała tylko szybkie kroki, a gdy uchyliła delikatnie powieki, ujrzała jeszcze, tylko jak Elsa znika za rogiem i kieruje się w stronę schodów prowadzących do akademika.
- Okeeey, co tu się do cholery odjeba.., dobra, mniejsza.. - młoda Brave szybko pokreciła głową - Ojj, trza interweniować. Ekipo, ratuj.. - odwróciła się na pięcie i pobiegła wzdłuż korytarza, przepychają się przez uczniów, którzy stali zdziwieni całą sytuacją. Jedno jest pewne, nikt nie da rady spojrzeć Elsie w oczy przez najbliższy tydzień. Jeszcze wydłubałaby ich gałki łyżką Pani Smith ze stołówki. A to serio wielka łyżka..
***
- Kochanie... - Flynn oparł się brodą o ramię swojej blondwłosej miłość - Słoneczko, promyczku mój.. - jęczał jej koło ucha, co doprowadzało ją do szału. Było to widać przez drganie dolnej powieki w lewym oku i pulsująca żyła na czole.
- Przestań mi się podlizywać. Powiedziałam nie! Nie napisze ci tego opowiadania na angielski i nie, nie namaluje ci tego obrazu na plastykę! Masz radzić sobie z tym sam, zawaliłeś już klasę w zeszłym roku, zacznij się w końcu starać! - warknąła zirytowana dziewczyna i zrzuciła swojego chłopaka z ramienia, a ten walnął brodą o stół i jęknął z bólu i rezygnacji.
- Facet o rok starszy prosi żeby, jego młodsza dziewczyna odwaliła za niego cała robotę. Żal patrzeć.. - rzekł Hiccup, nie odrywając wzroku od książki, którą czytał nieprzerwanie od paru dni. Książkę mającą ponad dwa tysiące stron. Wszyscy dziwili się jak takie chucherko może to dźwigać.
- Zamknij się stary! To nie moja wina, że poświęcam się innym czynnością równie ważnym co nauka! - oburzył się Flynn, krzyżując ręce na piersi.
- Niby czym? - parsknął Jack, dłubiąc widelce w swojej sałatce. To nie tak że ją chciał. Po prostu  hamburgery się skończyły...
- Spaniem? Żarciem? Może oglądaniem porn.. - Kristoff zaczął wyliczać na palcach, ale szybko został zdzielony przez Astrid w tył głowy - Ajj...
- Dzięki stara, bo ode mnie oberwałby mocniej.. - chłopak Ross spojrzał na Krissa morderczym wzrokiem, za to Roszpunka obdarzyła Flynn'a bardzo podejrzanym spojrzeniem.
   Nagle drzwi do stołówki otworzyły się i wpadły przez nie dwie rudowłose dziewczyny, które szybko podbiegły do stolika, przy którym siedzieli ich przyjaciele.
- Mamy cholernie wielki problem..! - zaczęła zdyszana Merida, opierając się o blat.
- No no, dziewczyny spokojnie! Ja wiem że, moja praca domowa to problem globalny, ale.. - zaśmiał się Flynn tym razem to on został zdzielony po głowie.
- Cicho siedź! - warknęła Anna i cofnęła rękę - To na prawdę poważne! Musimy pomóc mojej siostrze. - spojrzała błagalnie na twarze całej paczki.
- Coś się stało? - Jack spojrzał na nie zmartwiony, odsuwając sałatkę. Nawet Hiccup siedzący do tej pory cicho, spojrzał na dziewczyny zaciekawiony.
- Została nieźle wyrolowana. Odebrano jej trenerkę. Zgadnijcie kto za tym stał.. -warknęła rudowłosa, spoglądając w prawą stronę na stolik, przy którym siedziała pewna czarnowłosa bestia że swoimi podwładnymi.
- Ta suka już dawno powinna zarobić w zęby.. - oburzył się Kristoff, również patrząc w tamtą stronę.
- Gdzie jest El? - Frost wstał gwałtownie od stołu, chcą już do niej pobiec
- Nie wiem, zniknęła mi z oczu tak szybko, jak się pojawiła - stwierdziła Merida
- Może, po prostu do niej zadzwonicie - niewzruszony głos Czkawki nagle otrząsną Jackiem
   Białowłosy spojrzał na niego jak na idiotę.
 - Już widzę jak odbierze...Muszę jej poszukać i jakoś...no wiecie.. - zagryzł wargę
 - Pocieeeeszyć? - Flynn poruszył charakterystycznie brwiami, ale musiał się szybko uchylić, bo inaczej oberwałby w twarz - No co?
 - Weź ty się przymknij debilu - warknął - Tak, pocieszyć, ale nie tak! - zerwał bluzę z krzesła
- Przecież nie jesteśmy w pieprzonej komedii romantycznej, prawie każda aplikacja teraz ma lokalizacje użytkownika ...- Czkawka przerzucił teatralnie oczami, zbyt teatralne, bo Frost wbił w niego wzrok na odchodne
- Jakby była, to komedia romantyczna, byłbym największym ciachem w całej szkole - puścił oczko i szarmancko się uśmiechnął
                                                                          ~~~***~~~
Stanęła przed drzwiami rezydenci, kilkukrotnie uderzyła wielką metalową kołatką. Dźwięk rozniósł się echem. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, zaczęła rozglądać się dookoła. Równo ścięta trawa i żywopłoty, marmurowe schody na ganek i wielkie dębowe wrota. Kiedy miała powtórzyć czynność, przednią pojawił się on, on który rozwiąże jej problemy. Od razu rzuciła mu się na szyje.
 - Hej kochana, co ty tutaj robisz? - Loki był wyraźnie zaskoczony jej widokiem
Mając ją w ramionach, rozejrzał się podejrzanie po okolicy.
- Hej Jelonku - stanęła na wprost niego, próbując mówiąc zrozumiale
-  Jesteś moją ostatnią szansą bycie najlepszą - to jedno jej zdanie sprawiło, że Jack, który do tej pory ukrywał się za ogrodzeniem, nie wytrzymał
Sądził, że takie rzeczy będą wypowiadane tylko do niego przez El.
- Elsa! - Frost staną w furtce
- Chłopcze, co ty tutaj robisz? - Laufeyson patrzył się raz na niego raz na nią
- No właśnie Jack co ty tu robisz! - odwracając się skrzyżowała rącze na piersi
- To chyba ja powinienem zapytać co ty robisz z nim! - warknął robiąc ten sam gest
    

niedziela, 15 lipca 2018

Rozdział 20 Podróż z przeszłością



  - To niesamowite, że posiadasz własny odrzutowiec - Elsa nie mogła wyjść z zachwytu
  - To chyba normalne dla syna Odyna, największego biznesmena i multimiliardera - westchnął
  - Nawet kazał mi go kupić, wiesz te wszystkie dramy rodzinne - przewrócił oczami
Stali przed samolotem i przez moment tak patrzyli, aż mężczyzna chwycił dziewczynę za rękę do wejścia. Przywitał ich pilot, życząc im miłego lotu. Blondynka usiadła w fotelu, który był tak przyjemny że czuła się jak na chmurce. Trzeba tylko wspomnieć, już wtedy lecieli w chmurach.
  Z głośników mieszczących się w ścianach płynęła cicha, delikatna muzyka, dodająca nastroju, jednak nie zapobiegła chwilowej, niezręcznej ciszy, która zapanowała między nimi. Loki patrząc zamyślony za okno, chwycił kieliszek wypełniony szampanem i wypił jeden, mały łyk, delektując się jego smakiem.
  - Myślałam, że nie przepadasz za alkoholem - wyksztusiła w końcu dziewczyna, gratulując sobie tego sukcesu.
  - KIEDYŚ go nie znosiłem, teraz...cóż, powiedzmy że staram się go nie nadużywać.. - puścił do niej oczko.
  - Jesteś niemożliwy, tyle czasu minęło a ty tak bardzo się zmieniłeś.. - zgarnęła z czoła niesforny kosmyk - Jednak widzę w tobie wciąż mojego najlepszego przyjaciela z dawnych lat.. - jej policzki pokrył bardzo delikatny rumieniec.
  - W sumie a propos minionego czasu.. - machnął palcem jakby odkrył coś niesamowitego - To ja już opowiadałem jak to wszystko wyglądało u mnie. Teraz twoja kolej. Co wydarzyło się przez ten czas? - odłożył kieliszek i oparł się łokciami o kolana.
   Elsa poczuła przypływ paniki. Jakoś nie uśmiechało się jej opowiadać o tych wszystkich wydarzeniach z przed paru miesięcy...
  - A wiesz..! - wybuchła nagle śmiejąc się nerwowo - Muszę przyznać że wydarzyło się wiele fajn...
  - Kłamiesz..- przerwał jej - Widzę to wyraźnie..- powiedział to tak, że jego twarz nie zmieniła swojego wyrazu nawet na sekundę.
  - J-ja..? - przełknęła ślinę. Zorientowała się że nie ma szans na wybrnięcie z tej sytuacji - No dooobraa, może czasami zdarzały się złe sytuła...
  - Kłamiesz.. - znów kamienna twarz
  - No ale czasami było całkiem dobrz.. - miała ochotę zacząć obgryzać paznokcie
  - Kłamiesz.. - westchnął jakby z nudów i przybliżył się lekko do jej twarzy tak, że widziała prawie tylko jego szmaragdowe oczy - Dla odmiany powiedz prawdę.. - zauważyła jak tęczówki Lokiego zaczynają świecić w odcieniu chłodnej zieleni - Mów..co się wydarzyło..- patrzył na nią uważnie.
   W tej chwili już zdała sobie sprawę, że nie ma z nim szans. Sam chłopak jest mistrzem w opowiadaniu kłamstw, ale również w ich wykrywaniu.
 Westchnęła przeciągle i zacisnęła knykcie.
   - Odkąd...przeprowadziliśmy się do Stanów, wszystko szło dobrze. Rodzice mieli dobrą pracę, ja i Anka poznaliśmy świetnych przyjaciół... - mówiła to próbując uniknąć jego wzroku, jednak gdy już go napotkała, nie potrafiła się z niego wydostać - Aż do tego dnia... - poczuła uścisk w sercu na samą myśl - Straciłam ich...Zginęli.. - po jej policzkach zaczęły płynąć łzy - Nie ma już ich - opuściła głowę - Zostałam sama - próbowała zetrzeć kroplę z kącika oka, która między czasie zmieniła się w mały kryształek lodu - To spowodowało...- nie mogła się przełamać by, zacząć o tym rozmawiać tak bardzo otwarcie jak z nim, Lokim, który ma w sobie coś co sprawia że choćby nie wiadomo jakby się człowiek starał, nie potrafi skłamać.
   - Spokojnie - wstał i podszedł do Elsy, wyciągając do niej rękę w geście prośby o wstanie. Dziewczyna była zaskoczona jak po chwili została zamknięta w jego objęciach - Nie musisz mówić ...
   - I tak będziesz wiedzieć - dokończyła z cieniem uśmiechu
   - No wiesz, magia jest nieodłączną częścią mnie - kącik jego ust uniósł się figlarnie
        Uniósł dłoń, a z palców ulotniła się zielona smuga światła, która zamieniła się w jedwabną chusteczkę z fantazyjnymi wzorami. Przyłożył jej fragment do twarzy dziewczyny, wycierając jej mokre policzki. Każda kropla zamieniała się na materiale, w piękny błękitny kwiat uzupełniając haft.
   - Ślicznie ją ozdobiłaś.. - szepnął chichocząc, na co dziewczyna uspokoiła się i również się zaśmiała. Loki wykorzystał to i skupił się, zaglądając w jej umysł. Widział to jakby zielona mgła powoli rozprzestrzeniała się w coraz dalsze korytarze. Szkoła...przyjaciele...deskorolka...łyżwy...nagle krzyk, i CIACH, szybkie acz bolesne nacięcie. Kolejne i następne, błysk ostrza, szloch, krew, cień, znów błysk i CIACH, płacz i ból, który chłopak poczuł na własnej skórze, aż jęknął zaciskając zęby i złapał się za nadgarstek, który zaczął dziwnie pulsować. Chyba trochę przesadził...
   - Loki? - na dźwięk tego głosu zielona mgła natychmiast zniknęła, a mężczyzna drgnął, jakby nagle wyszedł z głębokiego transu.
   - Loki, wszystko dobrze? - dziewczyna delikatnie położyła rękę na jego ramieniu. Oczy chłopaka nagle się otworzyły, a ten, zanim Elsa zdążyła się zorientować, złapał jej ramię i podciągnął rękaw bluzki i ujrzał wiele charakterystycznych blizn, na co przed jego oczami natychmiast błysnęły wszystkie obrazy, które widział i czuł. Aż cały zbladł i próbując nie wybuchnąć wysyczał:
   - C-co...co to jest? - warknął przez zaciśnięte zęby.
   - Ty wiesz co to! Widziałeś wszystko, nie musze się tobie tłumaczyć, ty zawsze i tak się dowiesz - najpierw krzyczała, a z kolejnym następnym słowem była coraz cichsza, aż tylko popatrzyła na niego ze zmęczeniem i bólem. Wtuliła się w mężczyznę, chowając głowę w jego tors.
   - Jakbyś mi wszystko mówiła to nie musiałbym interweniować - El tylko przewróciła oczami - Kim jest Jack? To ten który nie chciał Cię ze mną zostawić? - dopytywał się bo wiedział że ten chłopak kryje w sobie tajemnice...
   - Jack jest moim przyjacielem i był przy mnie przez tez cały czas, dlatego był niepewny naszego spotkania - zachichotała
   - Tia... - uśmiechną się porozumiewawczo.
         Jakiś czas potem, konkretnie po około dwóch godzinach, samolot wreszcie wylądował, a Elsa zaczerpnęła pełną piersią świeżego powietrza, a jej nogi w końcu dotknęły twardego gruntu. Loki zaprowadził ją do swojej, jak sam to ujął, mini rezydencji, jednak dla Elsy była to wielka villa z oświetlanym basenem i dużym ogrodem.
   - Tiaa, jeszcze tylko Pawi tu brakuje.. - ledwo to powiedziała, a już musiała uchylić głowę, nad którą przeleciał dorosły samiec tegoż gatunku, charakterystycznie skrzecząc, po czym stanął na ziemi i rozłożył swój śliczny, kolorowy ogon. Elsa, która uświadomiła sobie dopiero po sekundzie, że jednak nie dostała zawału, spostrzegła, że tych ptaków jest tu więcej.
   - No, twój ojciec nie próżnuje... - zachichotała, trącając chłopaka przyjacielsko w ramię.
   - Wiem, ale cóż miałem poradzić? Nie chciałem tych luksów, ale cytując jego słowa: ,,Mój syn ma pokazywać moją potęgę również w innych krajach, nie będzie mieszkał w jakimś zwykłym miejscu pełnego zwykłych ludzi'' - powiedział przedrzeźniając jego głos i zrobił palcami cudzysłów w powietrzu.
   - Ach, mój ty biedaku.. - dziewczyna parsknęła cichym śmiechem.
   - Może chcesz wejść na moment? Jest pierwsza w nocy, a ty jesteś zmęczona, możesz się przespać, a rano wrócisz do...czekaj to był.. - postukał się palcem po brodzie.
   - Internat - dopowiedziała blondynka, żeby oszczędzić mu tego skomplikowanego procesu, jakim jest myślenie.
   - A właśnie, internat. Więc, co ty na to? - uśmiechnął się zachęcająco w jej stronę.
   - Przyznam, propozycja niezwykle kusząca, jednak muszę ci niestety odmówić. Faktem jest, że drzwiami do środka nie wejdę, w końcu zabiliby mnie za to o której wróciłam, ale znasz mnie, mam swoje sposoby - wyprostowała się dumnie.
   - Kanalizacją przejdziesz? - uniósł brew lekko rozbawiony.
   - Ha ha ha - pokazała mu język i potarła szybko ramiona bo poczuła jak muska je zimny wiatr - Bardzo zabawne.. - jej ciało drgnęło mimo woli.
   - Czyżby naszej Królowej Lodu było zimno? - uśmiechnął się i nie czekając na odpowiedź, zarzucił dziewczynie na ramiona swój elegancki, czarny płaszcz.
   - Och, dziękuję, nie trzeba było - zarumieniła się, chciała go oddać, ale powstrzymał ją kładąc ręce na jej ramionach
   - Uznaj ten płaszcz za prezent który będzie symbolizował naszą przyszłą współpracę - uśmiechną się tajemniczo
   - Jeszcze nie podjęłam decyzji, wiesz o tym
   - Ja wiem, że tego byś chciała i mi to wystarczy - podniósł zadziornie prawy kącik ust
   - Ach, Loki, Loki, czy wszystkim dziewczyną tak czarujesz? - podniosła brwi do góry
   - Nie! - podniósł ręce w geście obrony - tylko tym najlepszym, a ty jesteś najlepsza z nich wszystkich - wyszczerzył się
   - Ach tak? - wzięła się pod boki 
   - No tak, zobacz, nie mogę się od ciebie oderwać nawet, kiedy powinienem mówić byś ruszała - zrobił w tym momencie cudzysłów -,, Domu,,
   - Więc idę - stanęła na palcach by pocałować go w policzek - Do zobaczenia Lokes - stał tak, aż zorientował się że już jest daleko
Szepnął "Do zobaczenia śnieżynko" które za sprawą wiatru i magii, po chwili słowa były przy uchu dziewczyny otulając ją przyjemną barwą jego głosu.
     Za rogiem był przystanek autobusowy, na którym El musiała czekać pół godziny, bo oczywiście komunikacja nocna musi jeździć tak rzadko jak Julek rzuca dobrymi żartami. Kiedy już  szanownie przyjechał i tak z dziesięcio minutowym opóźnieniem, od razu weszła i opadła na fotel, opierając głowę o szybę, próbując nie zwracać uwagi na dwóch pijaczków siedzących na przodzie i ich dyskusje na temat niesprawiedliwości tego kraju. Senność powoli zasłaniała jej rzeczywistość, ale nie trwało to długo bo nagle ją szarpnęło do przodu. Kierowca wyszedł i poinformował że nikt już dalej nie pojedzie bo autobus się zepsuł. Nie mogąc nic innego zrobić, Elsa ruszała chodnikiem. Było ciemno, latarnie dawały słabe światło. Starała się dotrzeć do celu jak najszybciej.
     Kiedy stanęła przed budynkiem czekało ją kolejne wyzwanie. Nie mogła wejść głównym wejściem, miałaby przez to niezłe kłopoty. Jednak szybko postanowiła wcielić w życie swój plan. Poszła na tyły budynku, gdzie znajdowały się okna oraz balkony. W tej części mieściły się pokoje uczniów. Na szczęście całe te ściany były ozdobione wypukłymi fragmentami, co dla Elsy było zbawieniem, bo mogła użyć tego niczym drabiny. Spojrzała na swoje okno, znajdujące się na trzecim piętrze i podeszła do ozdóbek, po czym wskoczyła na ścianę, mocno się ich chwytając. Przechodziła to na nie, to na czyjeś balkony.
    - Nikt nie zaprzeczy, Spiderman byłby ze mnie zacny - pomyślała z dumom i po chwili przeskoczyła przez barierkę swojego balkonu by następnie wejść przez szklane drzwi do swojego pokoju, który skąpany był w całkowitym mroku, jedynie troszkę rozjaśnionym przez światło księżyca, jednak i tak nie było prawie nic widać.
    - Jest za pięć trzecia, coś ty kurwa z nim robiła tak długo? Zdążyliśmy przyjechać dwie godzinny temu największym gratem jaki widziałem, a na pewno ,,Pan Stary Przyjaciel,, ma najlepsze samochody - nagle w pomieszczeniu zapaliły się ozdobne lamki, na łóżku siedział Jack, który mówił z prędkością karabinu maszynowego - Co tam w ogóle razem robiliście? - dziewczyna aż zesztywniała widząc go
    - Powiesz coś czy będziesz się na mnie patrzyła? Wiesz sprzyja mi to, ale nie chcę się martwić o ciebie - patrzył na nią z wyczekiwaniem
    - Tak dobrze nam się rozmawiało że nie zauważyliśmy jak ten czas szybko leci i zanim się zorientowałam, już lecieliśmy tu, no i jeszcze ten cholerny autobus się zepsuł i musiałam iść trzy kilometry, no oraz ta ściana - chłopak otworzył szeroko oczy przy okazji także usta
    - Chcesz mi powiedzieć że leciałaś samolotem, a później szłaś w tych egipskich ciemnościach do internatu, czy ten twój przyjaciel jest tak nieodpowiedzialny by puszczać Cię samą w nocy? - złapał się za głowę
    - Nie! - od razu zaprzeczyła, zamknęła szklane drzwi, siadając na skraju materaca, odwróciła się do niego. Opierał się o ścianę, głowa mu leciała na bok ze zmęczenia - Zaproponował mi nocleg u siebie, ale odmówiłam, wolałam być tu - wskazała na niego palcem
Te wytłumaczenie nie za bardzo mu pasowało, ale jego uwagę przykuło coś innego - Co to za płaszczy? - El dopiero ogarnęła to, że dalej jest w prezencie od Trikstera.
   - A, to? - dotknęła miękkiego kołnierzyka - Nic takiego - uśmiechnęła się delikatnie
Jack nagle zeskoczył z posłania podnosząc dziewczynę w swoje ramiona.
   - Najważniejsze że nic ci się nie stało - drażnił go zapach męskich perfum, które ukrywały skutecznie jej śliczny i nęcący - Musiał dawać ci akurat ten, co miał na sobie - w sposób jaki to powiedział spowodowało że mimowolnie zachichotała.
   - Może - wystawiła mu język, odkładając kurtkę na wieszak - Jestem okropnie zmęczona, jakbyś mógł nie robić mi więcej wyrzutów i położyłbyś się koło mnie
     Leżeli koło siebie. Jack czuł jak Elsa zasypia i jak jej sen go wzywa.      


        *~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
     No, kolejny rozdział, po długiej przerwie, ale chyba rekompensuje wam to jego długość, do bo HELOŁ, ma on 2031 słów, chyba pobiłyśmy rekord *^*  Oby się was spodobał ^^.  Pisałyśmy go przez 2 tygodnie, Hania była u mnie wtedy, a teraz jest już w drodze do siebie. Dzięki za miło spędzony czas ^^ Życzę wam wszystkim udanych wakacji, oby jak najdłuższych! <3 ~ Marti

niedziela, 25 marca 2018

Rozdział 19 Stary, dobry kłamca

Jack:
Wpatrywałem się w jej piękne, błękitne oczy. Uchyliłem usta, przybliżając się do niej. Policzki blondynki zaczerwieniały. Już miałem zadecydować o losach El. Miała dostać ode mnie wielki dar. Dziewczyna przymyka powieki, czekając na to co ma nastąpić. Zastanawiałem się czasami jak mogło to wyglądać.Teraz jest to prawdą.
-Jack, Elsa? - Nagle usłyszeliśmy głos Astrid, oboje spojrzeliśmy w jej stronę. Trzymała puszkę napoju gazowanego i batonik w rękach, a jej twarz wyrażała szok oraz zdumienie.
Poczułem jak Śnieżka opiera głowę o moje ramie zaczynając chichotać, ja nie mogłem zrobić nic innego tylko objąć ją, wtórując głośnym śmiechem.
Wstaliśmy, popatrzyliśmy po sobie ruszając do reszty naszych przyjaciół.
 ~~~~
Zaczynało być niezręcznie. Za każdym razem kiedy stałem przy Elsie, widziałem te spojrzenia moich znajomych. Na tym się nie kończyło były też żarty i docinki. 
- Możecie się w końcu zamknąć? - warknąłem do chłopaków. Szliśmy właśnie do autokaru, niosąc swoje bagaże, a te głupki chichrały się za moimi plecami.
- Elsa i Jack mają się ku sobie, zakochana para... - śpiewali razem po cichu i wybuchali śmiechem. Przewróciłem oczami. Co za głąby...
 - Hej Jaaack - Julek objął mnie ramieniem - Tak z chłopakami pomyśleliśmy, może załatwić ci na urodziny prezerwatywy, na pewno ci się przydadzą.. - wybuchł śmiechem razem z resztą.
 - Możecie się zamknąć do cholery!? - warknąłem na nich - Co wyście sobie ubzdurali!? Ja i Elsa? Prędzej Anka będzie z Hansem.. - spojrzałem na nich z politowaniem.
 - Ej, nie przeginaj - wysyczał Kriss - Po moim trupie!
- Więc się zamknij - pokazałem do niego palcem
Spojrzałem na dziewczyny które szeptały coś pomiędzy sobą. Mój wzrok napotkał jej, uśmiechnąłem się, a ona spłonęła rumieńcem spuszczając głowę, zagarniając kosmyk za ucho. Jest to genialne uczucie kiedy wiem, że tak mały gest sprawia jej przyjemność.
- Elsa! - głośny męski krzyk rozległ dobiegł do mnie
Automatycznie spojrzałem w tamtą stronę. W naszym kierunku zmierzał młody mężczyzna, nie wiele starszy ode mnie, elegancko ubrany. Podszedł do mojej niedoszłej dziewczyny i rozłożył ręce w geście przywitania. Blondynka rzuciła mu się na szyję, obiją ją w pasie i zakręcili się kilka razy. Kiedy już stała bezpiecznie na chodniku zabrała mu szal który wisiał mu bezwładnie na szyi, samej wiążąc go na swojej.
-Loki, tak długo cię nie widziałam, ostatni raz kiedy twój brat kazał ci się spotkać z ojcem, mam ci tyle do opowiedzenia, wiesz że przeszłam do kolejnego etapu - zaczęła coraz szybciej mówić
- Wiem, wiem...dlatego tu jestem, księżniczko
Coś mnie zakuło i podeszłe do nich.
-Kto to? - nie byłem pewny tego gościa 
 - Och Jack - blondynka zaśmiała się - To mój przyjaciel z dawnej szkoły, Loki. - nachyliła się koło mojego ucha, tak że poczułem śliczny zapach jej włosów, które pachniały lawendom i wyszeptała mi do ucha - Chociaż zawsze nazywaliśmy go kłamczuszek.. - parsknęła.
 - Ej, słyszałem! - zaśmiał się i zaczął ją łaskotać na co Elsa zaczęła się niepohamowanie śmiać. Nie zaprzeczę, poczułem się speszony, co oznaką był sporej wielkości rumieniec na policzkach i nosie. Ja rozumiem że starzy przyjaciele i tak dalej ale...kurcze i tak czuję zazdrość. A nie powinienem. 
 Po chwili blondynka odskocznia od niego patrząc w jego oczy z wyrzutem, mając na policzkach słodki rumieniec. Jak ja uwielbiam gdy się złości...
 - Oj nie patrz tak na mnie - pokazał jej język - W ramach przeprosin chętnie zabiorę cię na kawę. Skusisz się? - spojrzał w jej oczy. Zauważyłem, że gdy to zrobił, jego tęczówka dziwnie zabłyszczała na zielono. Dziwne..
 Elsa popatrzyła na niego jakby zobaczyła gwiazdę Hollywood i energicznie kiwnęła głową. 
 - Jak mogłabym ci odmówić.. - przygryzła delikatnie dolną wargę i chwyciła go pod rękę. No ej! To niesprawiedliwe! Jestem od niego dużo przystojniejszy, to przy mnie powinna się tak zachowywać!
 - Elsa! - chwyciłem jej ramię, na co blondynka spojrzała na mnie pytająco - My powinniśmy już wracać. Zaczyna robić się późno, a my będziemy jechać kilka godzin.. - próbowałem ją zniechęcić.
 - Jack, nie przesadzaj. Ja i Loki nie widzieliśmy się naprawdę długo, chcemy pobyć chwilę razem. - uśmiechnęła się lekko, na co mi zmiękło serce ale nie dałem za wygraną. 
 - No to chociaż mogę iść z wami? - wypaliłem bez zastanowienia. 
 - Chyba żartujesz. - parsknęła, ale gdy zobaczyła moją poważną minę przestała - Jack, weź się zastanów. Z Tobą mogę rozmawiać na co dzień, z nim mam okazję bardzo rzadko, daj mi z nim pobyć sam na sam. - stwierdziła
- Jesteś tego pewna - położyłem jej rękę na ramieniu
- Tak Jack, zawsze i wszędzie - uśmiechnęła się szeroko
- Nie jestem tego pewien, pamiętasz co było kilka miesięcy temu? - mruknąłem
- Na pewno - podskoczyła i cmoknęła mnie w policzek
Chwyciła dłoń ''kłamcy'' i ruszyli w dół ulicy.
- Nie czekajcie na nią, ja ją podwiozę - krzykną do nas, ona zachichotała? Nie jestem tym zadowolony.
- Dobra ludziska, zbieramy się, nic tu po nas - warknąłem od niechcenia i poszedłem w stronę autokaru tak wkurzony, że pewnie z uszu mi prawie dymi, aż inny wystraszeni torowali mi drogę.

Elsa:   
 Miło znów zobaczyć Lokiego. Był moim najlepszym przyjacielem. Spędzaliśmy każdą wspólną chwilę, mówiliśmy sobie wszystko. Może i czasami zachowuje się podejrzanie oraz czasami nie chce mi nic powiedzieć, ale to naprawdę dobry człowiek. Ufamy sobie. 
  Niedługo potem weszliśmy do kawiarni, nad którą znajdował się śliczny, oświetlony napis: ,,Muffin Cafe''. Kiedy znaleźliśmy się w środku, natychmiast w moje nozdrza uderzył mój ukochany zapach cynamonu, imbiru i wanilii. Można się przepłynąć. Z uśmiechem na ustach podeszłam je jednego ze stolików. Ozdoby z mandarynek i goździków oraz świeczki ładnie komponowała się z pomarańczowym wnętrzem tej kawiarni. Powoli usiadłam na bardzo wygodnej sofie i oparłam się  o mięciutkie poduszeczki w śliczne, pastelowe wzory i kolory. 
  Loki szybkim krokiem podszedł, usiadł na przeciwko i spoglądając na mnie z nutą pozbawienia. 
 - Co się tak rozmarzyłaś? - zaśmiał się patrząc mi w oczy. 
 - Wybrałeś cudowne miejsce Loki - oparłam się o swoją rękę patrząc w sufit zauroczona - Tu jest fantastycznie. Tak przyjemnie, miła atmosfera, zapachy...ach! - uniosłam wysoko ręce - Mogłabym tu zamieszkać! - zapiszczałam podekscytowana. 
 - Czyyyliii trafiłem w twój gust. Bardzo się z tego cieszę. - ukłonił się delikatnie, przez co cicho zachichotałam. 
 - Dzień dobry. Podać coś dla państwa? - koło nas stanęła wysoka, czarnoskóra dziewczyna, mająca pewnie około dwadzieścia sześć lat. Jej czarne włosy strzały we wszystkie strony, a równie ciemne oczy patrzyły na nas przyjaźnie.  Ubrana była w kremową sukienkę, a na niej czarny fartuszek z logiem tej kawiarenki.
 - Jasne. Dla mnie duże Latte, a dla tej ślicznotki Muffinka czekoladowa z nadzieniem malinowym i gorącą czekoladę z piankami. Wszystko na mój rachunek. - odpowiedział jej szybko Loki, nawet nie dopuszczając mnie do słowa.
 - Już się robi - zapisała zamówienie w swoim żółtym notesiku i z uśmiechem na twarzy odeszła w stronę kuchni.
  Spojrzałam na Lokiego wielkimi oczami.
 - Muffina i gorąca czekolada? Mój ukochany deser! Bardzo ci dziękuję! Ale...przecież nie musiałeś za to płacić, mam swoje pieniądze...
- Ci, lepiej opowiedz mi co u ciebie, tak długo się nie widzieliśmy, chce spędzić z tobą miło czas - uśmiechną się podejrzanie
- A to nie jest pretekst do porozmawiania o twoim bracie i innych sprawach otaczających twoja rodzinę? - zaskakująco łatwo przychodziła mi rozmowa z nimi o jego życiu
Trudniej powiedzieć to o mnie, zwłaszcza teraz po tych wszystkich wydarzeniach.
Patrzyłam na niego, dalej nie dowierzałam że tak dumny oraz majestatyczny człowiek mógł tyle przejść. Wyglądał jak antyczne rzeźby piękne, zimne, ale także kruche od środka. Nawet skazy wydawaną się jakby były zaplanowane i ukazywały jeszcze większe bóstwo niż już jest.
- Czy już straciłem swój dar ukrywania się za maską oziębłego gbura?  - podniósł jedną brew do góry
- Nie, ale ja cię za dobrze znam po prostu - wzruszyłam ramionami - A wiec powiesz mi o co chodzi?
- Chodzi o to że ojciec chce żebym przestał trenować - spuścił wzrok ze smutkiem
- Jak to, przecież jesteś najlepszym ze swojego rocznika a także z kraju - byłam zaskoczona
- On mówi żebym sobie w końcu odpuścił i dał miejsce lepszym i młodszym
- Przecież łyżwy to twoje życie! - zbyt emocjonalnie do tego chyba pochodzę
- Od kiedy Thor uratował mecz i wygrał ze swoją beznadziejną drużną, ojciec jest zapatrzony w swojego syna i hokeja - w jego głosie słychać było smutek, żal, ale także zawiść związana z poczuciem odrzucenia

- I co teraz zrobisz, będziesz walczył za wszelką cenę jak zawsze....prawda? - pochyliłam się nie co by usłyszeć potwierdzenie
- Nie tym razem moja Królowo Lodu, postanowiłem przekazać komuś moją wiedze - uśmiechną się zadziornie
Czasem zastanawiam się czy on nie minął się z powołaniem, i nie powinien zostać aktorem, bo przechodzi z taką płynną emocjonalną skrajność w drugą.
- Komu? - z zaciekawieniem patrzyłam na niego
- Tobie - jego twarz się rozjaśniła jeszcze bardziej
Zatkało mnie, trzymany przeze mnie kubek, który przed chwilą przyniosła kelnerka oziębił się nieznacznie.
- Och, to bardzo miło z twojej strony, ale ja mam już trenerkę - nie wiedziałam co powiedzieć więcej
- Oj, ja wiem, a także że twój partner zostawił  Cię na lodzie - zachichotał z własnej gry słów - A także za niedługo ona cię też opuści z powodu że jest opłacana przez szkołę - spłętował to położeniem swojej dłoni a mojej - Chyba pora wracać nie sądzisz? - nawet nie zauważałam jak zjadłam i wypiłam swój pyszny deser, przy nim czas tak szybko mija, a nawet tego się nie dostrzega - Czy przyjmiesz ten zaszczyt i zgodzisz się bym mógł Cię odwieść?
Nawet nie zdążyłam odpowiedzieć na jedno pytanie już było drugie, a jeszcze ta sprawa z treningami.
- Loki, czyli ty byś chciał mnie trenować? A co z partnerem którego nie mam?
On tylko skiną głową, pisząc coś na telefonie.
- Chodźmy, wszystko się wyjaśni swoim czasie, teraz czeka na nas samolot który odwiezie Cię do twojego *sted på jorden


* sted på jorden -miejsce na ziemi po norwesku    

piątek, 7 lipca 2017

Rozdział 18 I jak poczułaś trzęsienie ziemi?

Jack:
Mieliście kiedy tak że emocje sięgały zenitu, mięśnie się spinają i czujecie jakby zaraz miało przyjść omdlenie?
Ja tak się teraz tak czuje. Elsa weszła przed chwilą na lód, wszystkie światła zgasły. Występ się zaczął.  

    

Wszystko wyszło fantastycznie. Ona jest...niesamowita! Taka piękna, utalentowana i taka...zaraz...co ja gadam!? 
Wszystko działo się tak szybko. Blondynka kończyła swój występ i kierowała się ku swojej trenerce, czekającej na wyniki. W tym samym czasie zerknąłem na ekran który emitował wywiad Jess. Zamurowało mnie. 
- Jack, coś nie tak? - moja gwiazda pojawiła się nagle, chwytając mnie za ramie i szczerze się uśmiechając
Zdołałem tylko wskazać palcem to co właśnie się działo.
- O nie, to nie może być prawda - dziewczyna powiedziała rozpaczliwym głosem przykładając dłonie do ust 
- Ale co ma być prawdą ? - nasi przyjaciele zainteresowani naszą rozmową oraz tym, że Elsa pojawiła się bez słowa kiedy oni tak bardzo chcieli jej pogratulować 
- Jessica zabrała mi partnera, nie będę mogła startować już w kategorii duet-owej - przyznała smutno 
- Spokojnie, jeszcze jest czas znajdziesz innego - pogładziłem jej bok 
- To się nie uda, musieli by go ściągać z innego miasta, a nawet kraju, lub ja bym musiała tam się przenieść, a na to nie pozwolę dopiero co was poznałam i nie chce was tak szybko stracić - chwyciła mnie i Ross za dłonie, pocierając nasze knykcie.
Może teraz wam się wydawać, że jest to moment w każdej historii kiedy powstają przeciwności losu i bohaterowie je pokonują?
Bzdura! My już taką chwile przeszliśmy. Teraz będzie tylko lepiej.

Elsa:

 No cholera! Czy Jessica zawsze musi mi utrudniać życie!? Zawsze się wtrąca i wszystko niszczy! Zabrała mi partnera...najgorszego na świecie, ale jednak...co ja teraz zrobię? Jak wystąpię..?
Potrząsnęłam głową i się wyprostowałam.
- Teraz tylko czekać na wyniki i odpocząć - stwierdziłam ze stoickim spokojem. Ta, opanowana na zewnątrz, zestresowana w środku. Istna mieszanka wybuchowa.
Usiedliśmy w holu, gdzie w prawdzie było strasznie głośno, ale nie było już takiego napięcia. 
Oparłam głowę o ścianę i przymknęłam oczy. Nagle Merida mnie szturchnęła, spojrzałam na nią pytająco.
- Sorry nie chciałam, to chłopacy się kręcą i rozpychają - pochyliłam się w lewo
Hiccup, Kris i Flynn żarliwie nad czymś dyskutowali spoglądając w telefon tego pierwszego. 
Spojrzałam po reszcie, oni tylko zruszyli ramionami wracając do wcześniejszych czynności.
Spokój nie trwał długo, bo usłyszałam głośne stukanie obcasów i poczułam jak trupie światło jarzeniówek zasłania cień. 
- I jak...poczułaś trzęsienie ziemi....bo widzę że wali ci się grunt pod nogami - nie miałam siły by spojrzeć na żeńską odsłonę zła, więc tego nie zrobiłam 
Jack poruszył się nie spokojnie więc położyłam rękę na jego kolanie. 
- Chyba poczułaś to tylko ty, ja mam wszystko opanowane - powiedziałam to tak jakby na prawdę tak było.     
Tak naprawdę byłam w kropce, nie wiedziałam co będzie z tym dalej. Musiała coś zrobić, bo mój przyjaciel wyrwał się do góry, a ja nie zdążyłam go powstrzymać. Otworzyłam oczy.
Białowłosy stał przed nią i z uporem wpatrywał się w jej twarz.
- Uwielbiam jak jesteś wciekły, podnieca mnie to - uśmiechnęła się ze satysfakcją.  
Spojrzałam na nich za chwilę na Ross która tylko pokiwała głową, żebym nie robiła nic pochopnego.
- Widocznie masz to w genach, a teraz złaś mi z oczu bo mogę nie wytrzymać...- wskazał przeciwny kierunek 
- Jak sobie życzysz - uśmiechnęła się słodko i odeszła.
Opadł z powrotem na swoje na swoje miejsce, przepuścił włosy przez palce.
- Aż tak ci zalazła za skórę? - Merida uniosła prawą brew.
Reszta chłopaków wybuchła śmiechem, a ja i Anna spojrzeliśmy po sobie oraz przyjaciołach.
Oni coś wiedzieli.
- Jeg har fått nok...hore* -Frost wypowiedział zbiór dziwnie brzmiących słów i ruszył korytarzem w stronę wyjścia. Usłyszałam w jego głosie zawód...brak energii...to do niego nie podobne. Wstałam i ruszyłam za nim, bo bardzo się o niego martwiłam. Słyszałam za sobą jakieś szepty dziewczyn i chichoty, ale to zignorowałam. Po chwili znalazłam białowłosego, który z przygnębioną miną siedział na parapecie opierał się o okno i wpatrywał się w widoki za nim. Przygryzłam dolną wargę i niepewnie do niego podeszłam. 
 - Mogę się dosiąść..? - pochyliłam się nad nim delikatnie z uśmiechem. On tylko bardziej spuścił głowę, a kaptur na jego głowie jeszcze bardziej zakrył mu twarz.
 - Milczenie oznaką zgody.. - wzruszyłam ramionami i usiadłam na parapecie koło jego nóg.
 - Jack... - delikatnie dotknęłam jego kolana i lekko je pogładziłam. Miałam wrażenie, że przez jego ciało przeszedł lekki dreszcz. - Powiedz...czemu tak źle zareagowałeś..?
 - Ona mnie wkurza.. - szepnął - Mam jej dość... - warknął pod nosem.
 - Uwierz, mam tak samo.. - delikatnie się uśmiechnęłam dla dodania mu otuchy.
 - Wiem że od dawna ze sobą rywalizujecie i jej nie znosisz, ale...ja nie umiem tego wyjaśnić, ale...mam swoje powody, żeby nienawidzić ją całym sercem...ale tych powodów nie mogę ci zdradzić.. - Woooow, nie znałam go od tej strony. Od kiedy on jest taki tajemniczy!? Ale to jest takie...pociągające..!
 - Jestem dobrym słuchaczem.. - bardzo chciałam dowiedzieć się co ukrywa.
 - Nie naciskaj bo nawet słówkiem nie pisnę. Dowiesz się kiedyś. W swoim czasie.. - szepnął. Nie wiem czy zrobił to na umyślnie czy nie, ale przez tą gadkę jeszcze bardziej chcę wiedzieć o co chodzi!
 - Dlaczego musisz stwarzać z tego taką tajemnice?- ujęłam go delikatnie za policzek, popatrzył na mnie smutno
- Bo mi na tobie zależy - stwierdził
Wyciągnął dłoń w kierunku moich włosów, odgarnął niesforne kosmyki i przy okazji przejechał opuszkami palców po mojej skroni, kości policzkowej...a na sam koniec zahaczył kącik moich ust.
 
 
 
* (po norwesku) Mam dość...kurwa
 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Wattpad!


 Hejo kochani! ^^
 Wiem, dawno nic nie było, ale spokojnie, rozdział się tworzy, tylko trochę cierpliwości ^^
 Cóż, jeśli dalej czekacie i nie możecie się doczekać to może chcecie sobie przeczytać wszystko od nowa? Bo wiecie, Hania ma jeszcze Wattpada na którym udostępnia po kolei rozdziały z bloga i jeśli chcecie to śmiało wpadajcie i polecajcie innym, żeby sława rosła ^^ Tu macie link:

Czekamy i całujemy was mocno! ^^  Trzymajcie się chłodno! <3

środa, 22 lutego 2017

Rozdział 17 ,,Ruszajmy!''


Elsa:
Podparta niezdarnie ręką o stół grzebie widelcem w moim śniadaniu, a konkretnie w sałatce. Po mojej znudzonej minie widać, że jestem rozdrażniona i delikatnie powiedziawszy poddenerwowana. Ludzie jest 13:30, a ja czyje się jak zrzuta i wypluta. Tak, owszem, niedawno wstałam miło tak późnej godziny. Nie moja wina że tak długo jechaliśmy. Swoją drogą gorzej już chyba być nie może. O 20:00 muszę być już za kulisami lodowiska i przygotować się do występu, a same zawody zaczynają się o 21:00...ja się koszmarnie boję...
 - El, przestań ciągle grzebać w tej sałatce i coś zjedź, bo nie za dobrze wyglądasz... - Jack nagle wyciąga mnie z zamyślenia.
 - C-co? - rozglądam się. Cała ekipa patrzy się na mnie zmartwiona. - N-nie, wszystko...w porządku, serio... - potrząsam głową i przecieram podkrążone oczy.
 - Nie wydaje mi się - odzywa się Anna siedząca obok mnie - Dobrze się czujesz? -dotyka ręką mojego czoło, żeby sprawdzić czy nie mam temperatury.
 - Tak - zabieram jej dłoń - Nic mi nie jest siostra. - uspokajam ją
 - To przez zawody, prawda? - Merida nie daje za wygraną.
 - Istny Wróżbita Maciej, serio - przewracam oczami. Wszyscy zaśmiali się serdecznie, a mi troszkę poprawił się humor. Szybko znajdłam śniadanie i jeszcze chwilkę pogadałam z Anną. Po jakimś czasie wróciłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Z uwagi na to, że jestem w Nowym Yorku, a nigdy tu nie byłam, może pozwiedzam trochę? Mimo iż nie przepadam za głośnymi miejscami, tak to miasto jest wyjątkowe i na pewno warte małej wycieczki. Przynajmniej chodź w najmniejszym stopniu zapomnę o tym, co czeka mnie dziś wieczorem.
Podeszłam wolno do szafy i zajrzałam do jej wnętrza. Nie za duży wybór, ale po chwili zastanowienia wybrałam jasnobeżowe spodnie podwinięte na końcach, luźną, jasnoróżową bluzkę z krótkim rękawem i do tego balerinki w kwieciste wzory. Rozczesałam włosy i po chwili zastanowienia ubrałam jeszcze szary kapelusz. Nie tylko do ochrony przed słońcem i jako dodatek do mojego ubioru. Te mistrzostwa są bardzo znane, a ja mam sporo fanów, a ja nie jestem do tego przyzwyczajona i nie przebadam za ciągłym dawaniem autografów i robieniu sobie selfi. Wyszłam z pokoju i po chwili błądzenia po czerwonych korytarzach wyszłam na zewnątrz. 
 Lekko się skrzywiłam słysząc chyba tysiące klaksonów na raz. Że też musieliśmy się zatrzymać koło centrum miasta..ale cóż, jak mus to mus. Przeszłam się trochę dalej, aż doszłam do parku. Trzeba przyznać, bardzo tu ładnie. Na samym środku znajdował się piękny staw. Z uśmiechem opieram się łokciami o barierkę i patrzę na pływające po wodzie kaczki, karmione przez przechodniów chlebem. Przez myśl przeszły mi wspomnienia. Jako mała dziewczynka uwielbiałam chodzić z rodzicami nad rzekę i karmić z Anną kaczki i łabędzie. Cudowne czasy...szkoda że już przeminęły. Czas szybko leci, nieprawdaż? Ledwo co byłam małą dziewczynką uczącą się jazdy na łyżwach, a dziś jestem już prawie dorosłą zawodową łyżwiarką figurową z marzeniami. Ehh, życie...
  Nagle ktoś zasłonił mi oczy. Aż podskoczyłam że strachu, ale uspokoiłam się, gdy usłyszałam znajomy chichot.
 - Zgadnij kto? - dobiegł do mnie głos pewnego białowłosego. Uśmiechnęłam się pod nosem.
 - Hmmm...Flynn? - zaśmiałam się
 - Niee, zgaduj dalej.. - odpowiedział
 - No to może...Kriss? Czkawka? Chyba że Merida, albo Ross? - powstrzymywałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem
 - No nie no Elsa, skup się! - zawołał. Zachichotałam serdecznie.
 - Przecież dobrze wiem, że to ty Jack..- odwróciłam się i z uśmiechem spojrzałam w jego błękitne oczy. Uśmiech jak zwykle nie zchodził mu z twarzy.
 - Szczerze powiedziawszy to ja cię ledwo poznałem. Czemu wyszłaś sama, i dodatkowo w kapeluszu, w którym wyglądasz jak jakaś zagubiona aktorka? - zmierzył mnie od stóp do głów
 -Bo wiesz, chciałam pobyć sama żeby się uspokoić przed dzisiejszymi wydarzeniami...i ogólnie powspominać...po za tym nie mam ochoty dawać wszystkim autografy i w ogóle...to męczy..-odwracam się i opieram się łokciami o barierke. Jack po chwili robi to samo. 
 - Aż tak się boisz? - mówi spokojnie 
 - Szczerze?...bardzo... - wzdycham i kryje twarz w dłoniach - Taka szansa, jak mi się trafiła zdarza się raz na milion...marzyłam o tym od kąt zaczekam jeździć na łyżwach..czyli od jakiegoś piątego roku życia.. - w tej chwili Jack lekko chwycił moją dłoń. Zarumieniłam się lekko. 
 - Wierzę w ciebie. Widziałem przecież jak jeździsz. Jesteś niesamowita. Na pewno wygrasz - uśmiecha się do mnie pokrzepiająco. Czułam jak się czerwienie, więc szybko odwróciłam wzrok. Jeezuuu, czemu on tak na mnie działa? 
 - Może chcesz się ze mną przejść? - zaproponował nagle białowłosy. Spojrzałam znów w jego oczy.
 - J-jasne...czemu nie? - uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam iść przed siebie. Jack szybko mnie dogonił i razem szliśmy parkowym chodnikiem. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy, było bardzo miło. Czułam, że znalazłam prawdziwych przyjaciół. Może i nawet lepszych niż tych z poprzedniej szkoły? Myślę, że jest w tym sporo prawdy.
 W pewnym momencie zatrzymaliśmy się przed piękną fontanną. Woda z niej tryskająca pod wpływem promieni słonecznych tworzyła gdzie nie gdzie małą tęczę. Perłowa ciecz delikatnie ochlapywała moją twarz swoją bryzą, co w ten upał było bardzo przyjemne. Zamknęłam oczy, a kąciki ust podniosły się ukazując delikatny uśmiech.
 Poczułam lekkie trącenie w ramie. Zerknęłam na białowłosego.
 - Zobacz co znalazłem - wystawia przed siebie dwa grosiki - Może małe życzenie da ci odrobinę szczęścia? - podaje mi jeden z nich. Obróciłam do w palcach i zaśmiałam się pod nosem.
 - Zawsze coś - mówię z uśmiechem.  Razem z Jackiem stajemy tyłem do fontanny i chwytamy się za ręce. Zamknęłam oczy i pomyślałam swoje życzenie. Chciałabym, żeby dobrze poszło mi na mistrzostwach, dzięki czemu moje życie stawało się coraz lepsze. Również dzięki moim przyjaciołom.
 - Gotowa? - spytał białowłosy, który już najwyraźniej pomyślał życzenie.
 - Gotowa. - odpowiedziałam pewnie. Po sekundzie jak na komendę oboje jednocześnie zamachnęliśmy się za siebie. Gdy usłyszeliśmy dwa ciche pluski odwróciliśmy się szybko i patrzyliśmy jak dwa pieniążki toną i po chwili uderzają o dno. Oby życzenie się spełniło...No ale nie mogę polegać tylko na grosiku. Żeby życzenie się spełniło, sama muszę do tego dążyć. 
 - To co? Wracamy? - głos Jacka wyrwał mnie nagle z zamyślenia. 
 - Tak, chodź myślę, że mamy jeszcze czas - patrzę na zegarek - Taa, jest siedemnasta. Ale tak, wracajmy. Muszę się spakować i trzeba jechać. - sama nie wierzę, że powiedziałam to z takim spokojem.

                                                                  ~*~*~*~*~

 - I raaaz...- mówiąc to dalej rozciągałam się z lekkim grymasem na twarzy.  Prawa kostka zawisła na metalowej rurze, przyczepionej poziomo do lustra. Dociskałam tułów do kolana, robiąc można powiedzieć ,,szpagat w powietrzu,,. Patrząc w moje odbicie widziałam lekko zestresowaną blondynkę w stroju treningowym, która jak głupia robiła już trzeci raz to samo ćwiczenie. Ale nie mogę przestać, muszę być jak najbardziej rozciągnięta.
 - Jak ci idzie? - do sali nagle wszedł Jack.
 - Jak krew z nosa.. - wysapałam wycierając pot z czoła.
 - Lepiej się tak nie forsuj, bo nie będziesz mieć siły na występ. - w jego głosie wyczułam troskę.
 - Ty mi lepiej nie przypominaj, bo jak sobie pomyślę, że to już za pół godziny to... - zaczęłam paplać na jednym dechu.
 - Ok, ok, przepraszam. Nic już nie mówię. - usiadł obok mnie. Zerknęłam na niego i lekko się uśmiechnęłam. 
 -No dobra, sorki, nie chciałam - zachichotałam robiąc jednocześnie szpagat, co sprawiło, że Jack wytrzeszczył na mnie oczy. Nie powiem, trochę się zdziwiłam. 
 - No co się tak patrzysz? - spytałam zaskoczona. 
 - Nie mam bladego pojęcia, jak można być tak rozciągniętym... - lekko bełkotał, przez co się zaśmiałam. 
 - No coś ty. To nie takie trudne. Trochę ćwiczeń i też mógłbyś tak umieć - parsknęłam. 
 - Ty chyba żartujesz... - jęknął zasłaniając swoje krocze, jakby pilnie potrzebował wkroczyć do toalety. Wybuchłam śmiechem. 
 - Ktoś tu przesadza - odparłam, kiedy się uspokoiłam. Wstałam i jeszcze raz się przyciągnęłam.
 - Ehh...już czas... - jęknęłam patrząc na zegarek zawieszony nad drzwiami - No już Jack, sio, muszę się przebrać! - szybko wypchnęłam go na korytarz i zamknęłam natychmiast drzwi. Szybciutko podeszłam do swojej torby i wyciągnęłam z niej przygotowany specjalnie przez Natashe strój. Bardzo mi się spodobał. Trza przyznać, kobieta dobrze mnie zna i wie co do mnie pasuje.


Wzięłam do ręki jeszcze moje ukochane, białe łyżwy, przerzuciłam je przez ramię trzymając za sznurówki i wyszłam z sali. Przeszłam kilkoma korytarzami.
 - Wiiitamy państwa na pierwszych zawodach mistrzostw jazdy figurowej na lodzie! - usłyszałam lekko stłumiony przez ściany głos komentatora. Szybko przyspieszyłam kroku i czym prędzej doszłam do drzwi prowadzących na tafle. Koło nich stałą już nasza paczka.
 - Elsa! No nareszcie jesteś! - zauważył mnie Flynn - Wow...nieźle wyglądasz... - posłał mi ten typowy uśmiech, za co dostał kuksańca w żebra od Roszpunki.
 - Daruj sobie - dałam mu pstryczka w nos.
 - Ojj, siostra! - Anna uściskała mnie bardzo mocno - Nie mogę w to uwierzyć! Dostałaś się na te mistrzostwa i zaraz pokażesz swój niesamowity występ! - zapiszczała entuzjastycznie.
 - Taa, też nie mogę w to uwierzyć... - wdycham z lekkim uśmiechem.
 - Stresik? - objęła mnie ramieniem Merida.
 - Nawet mi nie mów... - zachichotałam - Zaraz tu chyba na zawał padnę. - wypuściłam powietrze z płuc przekrzykując się przez szalejący tłum widowni.
 - Powiiitajmy pierwszą uczestniczkę! A oto iii....To To Tomago! Przyleciała do nas prosto z Azji! - krzyknął do mikrofonu komentator. Koło nas pojawiła się trochę niższa ode mnie dziewczyna o krótkich, czarnych włosach z kilkoma fioletowymi pasemkami na grzywce. Lekko rumiana cera i brązowe oczy dodawały jej uroku.
 - Siema Snow.. - uśmiechnęła się do mnie. Wypluła z ust różową gumę balonową i przykleiła do ramienia swojego menadżera, na co on westchnął i odkleił ją ostrożnie z niesmakiem wymalowanym na twarzy.
 - Hejka To To. Życzę powodzenia - powiedziałam robiąc jej miejsce, żeby mogła spokojnie wejść na tafle. Czarnowłosa mrugnęła do mnie i z dużą szybkością wjechała na lud, na co tłom ryknął entuzjastycznie. Usłyszałam, jak włącza się muzyka.
 - Myślę, że ci się przydadzą - Natasha podała mi zatyczki.
 - O. Wielkie dzięki. -uśmiechnęłam się i szybko włożyłam waciki do uszu. Na wszelki wypadek bardziej je zakryłam i zamknęłam oczy.
 - Elsa! Zobacz, nieźle się wywaliła - zaśmiał się Hiccup, co ja z trudem usłyszałam.
 - Ciiiiii! - uciszyłam go.
 Każdy spojrzał na mnie zdziwiony. No, oprócz Natashy i Anny.
 - A jej co? Elsa, czemu nie patrzysz? - Kristoff uniósł brew do góry.
 - Kris, daj jej spokój. - siostra trąciła go łokciem w żebra.
 - Spokojnie, ona wie co robi. Nie może patrzeć na występy innych, ani słyszeć tłumu. Łyżwiarze to też ludzie. Oni mają ducha rywalizacji i też potrafią być wredni. Jeśli Elsa będzie słyszeć porażki innych, rozproszy się, bo będzie myśleć że ma o wiele większe szanse niż inni. Natomiast jeśli będzie słyszeć sukcesy innych uczestników, zbyt się napnie i jej zapał do wygranej będzie za duży i nie będzie mogła jeździć. - wytłumaczyła im moja menadżerka. Wszyscy nadal w małym szoku pokiwali głowami na znak zrozumienia.
 - Elsa, myślę, że już możesz wyciągnąć te zatyczki. - odezwał się Jack. Miał rację. Występ się skończył. Wyjęłam zatyczki z uszu i rozejrzałam się po wszystkich. Po chwili z tafli wyjechała To To z lekkim uśmiechem na ustach i od razu poszła do szatni. Zaraz potem koło nas pojawiła się osoba, której tak bardzo nie chciałam dziś widzieć na oczy.
 - Jessica... - warknęłam widząc przed twarzą jej zadziorną minę. Czarna, wyzywająca sukienka, makijaż w tym samym kolorze tylko podkreślał jej wredny charakter.
 - Witam Snow... - syknęła z wyraźną kpiną w głosie - Na prawdę nie wiem po co się tu zjawiłaś. No, chyba że chcesz zobaczyć moje piękne zwycięstwo. Ach, już widzę siebie zajmującą pierwsze miejsce, a ty biedna stoisz samotnie...ah, to jak spełnienie snów..- wdycha rozmarzona. Miałam ochotę jej przywalić, i gdyby nie to, że było tu dużo ludzi i fakt, że mogłabym być wtedy zdyskwalifikowana, najchętniej bym to zrobiła. Jej już dawno się to należy.
 - Odwal się od niej! - krzyczy wściekła Anna próbując iść w jej stronę, gdyby nie Kris, który mocno ją przytrzymał.
 - O nie, mała siostra Elsuni. Boję się! - udaje przerażenie tylko po to, aby sekundę potem ryknąć śmiechem.
 - Ja ci zaraz dam małą ty wredna... - próbuje się wyrwać ale ja powstrzymuję ją gestem dłoni.
 - Daj spokój Anka, nie warto... - patrzę zła na Jessice - Co? Nadal jesteś wściekła o te zawody w których zajęłaś drugie miejsce?
 - Tak, bo to wszystko z twojej winy! - również się wściekła.
 - Dziewczyno ty się słyszysz? Próbowałaś przekupywać sędziów, wymyślałaś niestworzone historię na mój temat! - nie mogę uwierzyć że ona ciągle wypomina mi coś, no co zasłużyła. Dziewczyna prychnęła.
 - A kto ci w to uwierzy Snow? - odzywa się z wyższością. Moja mina od razu łagodnieje w małym stopniu. Niestety ma rację.. - Tak właśnie myślałam - uśmiecha się podle.
 - A teraaaz powitajmyyy Jessice Black! Zadziorną i lekko wredną dziewczynę, dla której wygrana to najważniejszy cel! Wielkie brawa! - komentator drze się do mikrofonu, na co tłum piszczy z ekscytacji. Czarnowłosa wdycha głęboko, jakby krzyki były najczystszym górskim powietrzem.
 - Patrzcie na mistrzynie w akcji - przeciąga się wyzywająco - Kto wie Jack? - patrzy na białowłosego - Może wreszcie przejrzysz na oczy kto jest lepszy i wrócisz do mnie.. - jej uśmiech przyprawia mnie o mdłości.
 - Możesz sobie pomarzyć.. - warknął wściekle Jack, na co dziewczyna wywraciła oczami i wjechała na lód, a tłum zaczął szaleć widząc ją.
 - Nie mam zamiaru na to patrzeć... - odwróciłam się plecami do wyjścia i zatkałam sobie uszy. 
 - Nie dziwię się... -Jack również się odwrócił wyraźnie zniesmaczony całą sytuacją. Reszta natomiast zaczęła oglądać występ z małym zainteresowaniem. Pewnie po to żeby zwyczajnie kontrolować konkurencję. Nie byłam na nich zła, na ich miejscu, gdybym nie miała zaraz wystąpić też bym tak robiła. Ta...gdybym była na ich miejscu...
 Po jakiś 4 minutach piosenka się skończyła się muzyka, a wraz z nią pokaz Jessici. W końcu. Czarnowłosa z jak zwykle uniesioną dumnie głową zjechała z lodowiska zauroczona okrzykami widzów.
 - Niesamowicie jest wygrywać. Naprawdę. - zaszczebiotała piskliwie - Tylko nie połam sobie nóg Elsi... - prychnęła i ze śmiechem odeszła do szatni.
 - Ty jędzo... - warknęłam pod nosem.
 - Daj spokój, nie warto przejmować się tą lalą. - Astrid uśmiechnęła się lekko w moją stronę opierając się bokiem o ścianę.
 - Wszyscy jesteście ciekawi następnego występu? Nie dziwię się! Bo za chwilę zobaczycie prawdziwą mistrzynie łyżew, która zajęła pierwsze miejsce w niejednym konkursie! Przyjazna, zabawna i urocza dziewczyna o niesamowitych błękitnych oczach. Wieeelkiee brawa dlaaaa Elsy Snooooow! - wykrzyknął komentator, a publiczność zawyła z radości. Przełknęłam głośno ślinę. To już czas.
 - No kochana. - Natasha stanęła przede mną i złapała za ramiona. - Spokojnie młoda. Jesteś świetna i uwierz w siebie. Dasz radę. Na pewno. - uściskała mnie - Powodzenia. - stanęła koło wejścia na tafle, gotowa obejrzeć mój występ. Ta rudowłosa kobieta jest może często wredna i sarkastyczna, ale znam ją. Tak naprawdę jest bardzo miła i pomocna. Zawsze wyciąga do mnie pomocną dłoń. Nie żałuję, że to właśnie ją wybrałam na swoją menadżerkę. Jest do tej roli idealna.
 Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. W tym momencie przede mną stanęła nasza paczka.
 - To co młoda, powodzonka. - Kristoff poklepał mnie po ramieniu.
 - Wygrasz - powiedzieli jednocześnie Flynn i Hiccup.
 - Jesteś naaajjjnepsza! - zapiszczała Roszpunka z Meridą i Astrid.
 - Siiiiskaaa! - rzuciła się na mnie Ania - Kocham cię, i wiem że wygrasz z palcem w nosie! - podskakiwała ze szczęścia.
 - Dzięki siostra - poczochrałam jej włosy. Podszedł do mnie Jack.
 - Ten no...powodzenia Elsa. Na pewno pójdzie ci świetnie. - chwycił lekko moją dłoń z delikatnym uśmiechem, na co ja zarumieniłam się.
 - Dziękuję Jack... - powiedziałam nerwowo wkładając kosmyk włosów za ucho.
 - Grupowy uściiisk! - krzyknęła Ross. Wszyscy ze śmiechem okrążyli mnie i przytulili, a ja sama, objęłam ich jak tylko byłam w stanie. Czułam, jak błyszczą mi oczy.
 - Bardzo wam dziękuję kochani. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi o jakich mogłabym pomarzyć... - powiedziałam wzruszona. Oni wszyscy rozstąpili się ukazując mi wejście na taflę. Z uśmiechem podeszłam bliżej i ustawiłam łyżwę na tafli. Czas zaczynać. Czekałaś na to Elso. Długo. Bardzo długo. Już czas. Poradzisz sobie. Dla Natashy. Dla przyjaciół. Dla rodziców.
 Wzięłam wdech, zamknęłam oczy i odepchnęłam się, wjeżdżając na lud. Zgaszone światła. Jedynie reflektory wszystko oświetlały. Uśmiechnęłam się pod nosem, a do moich uszy dobiegły głośne krzyki i skandowania widowni.




wtorek, 6 września 2016

Rozdział 16 Puszek? Serio?

Elsa:
Na dworze jeszcze było ciemno i zimno. Ja jeszcze nierozespana, otulona w gruby beżowy sweter oraz z zawiązanym beznadziejnym kokiem na głowie, włożyłam swoje torby do bagażnika autokaru. Stanęłam przy wejściu i zaczęłam bezmyślnie, nie wiadomo czemu, gapić się we wnętrze pojazdu.
 - Co się dzieje ? - spytał Jack z zaskoczenia, aż podskoczyłam
 - Poradzę sobie ? - oparłam głowę na jego ramieniu
 - Na pewno!
 - Każdemu to mówisz - zirytowałam się
 - Bo każdy powinien mieć nadzieję...
 - Taa.... - rozgadał by się jeszcze gorzej, jakbym mu nie przerwała - No chodź już
Pociągnęłam go za rękaw bluzy, by za mną wszedł na schodki i zająć nasze miejsca. Czekali tam na nas prawie wszyscy, oprócz.........Roszpunki i Flynna?
 - A ich gdzie wywiało? - zwróciłam się do zebranych
 - Kogo? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Anna, nie wyjmując nosa z nad telefonu.
 - Nasza kuzynka i jej chłopak ciemnoto! - warknęłam wyrywając jej komórkę.
 - Ej! Oddawaj! - krzyknęła i wyskoczyła na mnie machając rękami. Na jej nieszczęście jestem od niej wyższa. Wystarczyło podnieść rękę, a i tak pomimo jej wysokich skoków nie mogła dosięgnąć telefonu.
 - Jak powiesz gdzie są - zaśmiałam się widząc jej starania.
 - Elsi, nie wiem no! Nie widziałam ich od wczoraj! - udało jej się odzyskać komórkę. Usiadła i znów zaczęła w coś grać.
 - Ech, a KTOKOLWIEK ich widział? - spytałam się pozostałych, ale wszyscy zaprzeczyli - No to trzeba ich znaleźć. Bez nich nie pojedziemy. Chodźcie. - wszyscy posłusznie wyszli z autokaru i zaczęliśmy szukać naszych zaginionych przyjaciół. Szukaliśmy w klasach, w pokojach, w stołówce, ale ich ni widu ni słychu. Minęło już po godziny.
 - I co? - spytałam wszystkich.
 - Nie ma nigdzie ani śladu - wydyszał Kriss.
 - Przecież nie zapadli się pod ziemię! - westchnęłam zirytowana - Moment! - zawołałam, że aż wszyscy podskoczyli - spojrzałam na srebrne drzwi - a tam sprawdzaliście? - zapytałam wskazując na składzik na miotły. Zabrani pokiwali przecząco głowami. Podeszłam zirytowana do drzwi. Otworzyłam je, a tam......no cóż. Ross i Flynn w dość.....krępującej sytuacji.
 - Ładnie to tak się obmacywać w składziku na miotły? - parsknęłam rozbawiona opierając się biodrem o ramę drzwi. Oboje pisnęli i odskoczyli od siebie. 
 - C-co jest? Pali się czy co!? - spytał cały czerwony Flynn. 
 - No w sumie.... - zaczęłam niewinnie oglądając paznokcie - Tak! Nie dosłownie, ale tak! Autokar na nas czeka! Znam dobrze mojego kierowcę, uwierz mi, nie lubi jak ktoś się spóźnia! - wydarłam się nagle. Ci szybko wyszli i teraz wszyscy biegliśmy w stronę autokaru. Szybko weszliśmy do środka i zajęliśmy swoje miejsca. Przez to że Anka mnie wykiwała, musiała usiąść z Jackiem. Mówi się trudno, prawda? Usiadłam wygodnie, podłożyłam sobie bluzę pod głowę i założyłam słuchawki na uszy, muzyka zaczęła płynąć. Zaczęłam wybijać rytm palcami. Coraz bardziej uciekałam od rzeczywistości. Widziałam oczami wyobraźni jak stoję za kulisami i przygotowuje się do wyjścia na taflę. Biorę głęboki wdech i ruszam do mojego celu. Słyszę swoje imię w oddali coraz głośniej. Obracam się wokół własnej osi, wszystko staje się zamazane i czuję się tak jakby kręciło mi się w głowie. Otwieram ponownie oczy, czuje jak ktoś mną potrząsa.
- Elsa, Elsa ? - Jack nie spokojnie kręcił się na fotelu
- To zaczyna być chore - chłopak przetarł dłonią twarz
- Nie żartuj sobie ze mnie - chwycił za kable od słuchawek i szybko pociągną
Ja wyrwana z rzeczywistości, nie świadoma co się dzieje, ułożyłam ręce w  odruchu obronnym. Po chwil zauważyłam to co robiłam. Białowłosy był przygwożdżony do szyby przez moje przedramię. A na domiar tego jego policzek miał bliskie spotkanie z szybą która zaczynała pokrywać się lodem. Natychmiast odskoczyłam o mało nie spadając z miejsca.

 
Jack
- Ała...czemu oberwałem, znowu - jęknąłem próbując odczepić się od szkła
- To było niechcący, wystraszyłam się, nie spodziewałam się tego, przepraszam - mówiła chaotycznie
Jedną ręką zakryła usta, a drugą przeczesała moje włosy. Chcąc je założyć za ucho, syknąłem z bólu. Za uchem jeszcze nie do końca wchłonął mi się siniak. Dziewczyna dotknęła drugi raz w tym samym miejscu. Spiorunowałem ją wzrokiem.
- Kobieto, czemu się znęcasz nade mną ? - jeszcze raz próbowałem od zamrożonej tafli
Rozumiem że zbliża się jesień, ale żeby przymrozki ?
- To z tej tajemniczej nocy co przyszedłeś poobijany ? - spojrzała na mnie bacznie, łapiąc się fotela z przodu kiedy maszyna najechała na nierówną powieszenie
- Taa...- powiedziałem znudzony
- Teraz mamy idealną okazję żebyś mi to wytłumaczył - zamrugała słodko robiąc ciekawskie oczy
- Nie wiem od czego zacząć - potarłem skroń od strony Elsy
- Na przykład od początku ? - popatrzyła na mnie jak na idiotę
Miałem problem z pozbieraniem myśli. Bo co miałem jej powiedzieć?
Obie dłonie położyłem na szkle, by odczepić od niego twarz. Pomasowałem obolałem miejsce, parząc przy okazji na resztki tego co przykleiło mi twarz. Poprawiłem się na fotelu, założyłem ugiętą nogę na fotel, a plecami oparłem się o okno, by mieć ją na przeciw siebie.
- Więc tak - węzłem głęboki oddech, a blondynka popatrzyła na mnie jeszcze bardziej uporczywym wzrokiem
-  Może to zabrzmieć idiotycznie i nie realnie, ale biorę udział w nielegalnych walkach robotów - na ostatnie słowa ściszyłem głos - razem z  Flynnem - sprecyzowałem
- Ok...nie wieże w takie rzeczy ale jestem ciekawa twojej historii - uniosła jedną brew
- Każdy biorący udział w walkach musi mieć czym walczyć... - przerwała mi gestem dłoni
- Czyli macie własnego robota, ściemniasz - ja zrezygnowany wyciągnąłem telefon i chwile w nim poszperałem. Obróciłem w jej stronę ekran. Widniało na nim zdjęcie białego kolosa.
- Nazywa się Puszek - uśmiechnąłem się dumny
 
                            
- Bardziej idiotycznego imienia nie znaleźliście dla tej bestii ? - zapytała ze śmiechem, mogłem się założyć że miała łzy w oczach.
Ja tylko obdarzyłem ją oburzanym spojrzeniem.
- No już się nie dąsaj tylko opowiadaj dalej -  pacnęła mnie kilka razy w głowę
- Przez walki można dużo zarobić, ale tamtego dnia jakiś nadziany dupek uznał że kantowaliśmy, ja tego nie wytrzymałem i wdałem się z nim w bójkę - wyszło trochę niezręcznie bo dziewczyna milczała, dotknąłem jej ramienia
                                             


- Po co ci tyle pieniędzy?
- Chce zając się moją młodszą siostrą, nie zasługuje żeby żyła z takim człowiekiem jak mój ojciec
- Ja nie wiedziałam, przepraszam - wyszeptała, nastała niezręczna cisza
- A ty musisz mi wytłumaczyć to - wskazałem na szybę - coś podobnego zażyło się już drugi raz - skrzyżowałem ręce na piersi
- To długa i trudna historia - zwróciła wzrok na naciągnięte na aż po same kostki sweter
- Rozumiem, nadejdzie na to czas - uśmiechnąłem się do niej najpiękniej jak potrafiłem    
Jechaliśmy jeszcze około trzech godzin i niecałe półgodziny po naszej rozmowie Elsa zasnęła, opierając głowę na moim ramieniu. Dojechaliśmy o godzinie siódmej z minutami. A dziewczyna spała jak kamień, więc nie robiąc większych kłopotów wziąłem ją na ręce. Poprosiłem jeszcze Czkawkę o to by zabrał nasze bagaże. Ania zaprawiona w boju zawodów siostry od razu załatwiła nam pokoje. Ostrożnie niosłem blondynkę przez korytarz, zgarniając po drodze Meridę by otworzyła mi drzwi.
Zamknąłem je kopnięciem w nie.  Położyłem ją delikatnie na łóżku, przykrywając miękkim kocem. Chwile jeszcze patrzyłem na nią. Po jakimś czasie poczułem ogromne zmęczenie, a dowodem był mój potężny ziew.
 - Dobranoc - pogłaskałem ją po głowie i wyszedłem po czym rzuciłem się na łóżko w swoim pokoju, wcześniej zdejmując bluzę i rzucając ją byle jak na podłogę. Założyłem ręce pod głowę i patrzyłem się chwilę w sufit. Oby Elsa sobie jutro poradziła. Strasznie się stresuje tymi zawodami. W sumie jej się nie dziwię, Anna mówiła, że szykowała się na to całe życie. To niesamowita dziewczyna. Pomimo strachu przed mocą potrafi walczyć o swoje i nie poddaje się. Jest wytrwała. Naprawdę ją podziwiam. Mam tylko nadzieję, że Jessica nie będzie oszukiwać. Ta rozpuszczona córeczka tatusia jest zdolna do wszystkiego. Dobrze o tym wiem. Muszę chronić Elsę i ostrzec ją, by miała się na baczności. Ale na razie niech wyśpi się przed zawodami, jutro jej wielki dzień.  Oby się jej udało. - to były moje ostatnie myśli, a potem odpłynąłem do krainy snów. Wiem, że to za sprawą Piaskowego Ludka. Złote nici mówią same za siebie.

czwartek, 5 maja 2016

Rozdział 15 Króliczek....że co ?

Elsa:
 - Zwoli! Proszę! - jęczałam
Biegliśmy przez główny korytarz szkolny. Zostałam chwycona za rękę z powodu ciągłego wpadania na różnych ludzi.
 - Nie możemy tego przegapić - krzyknęła blondynka, jej czarna spódniczka podskakiwała za każdym razem gdy się odwracała
 - Ale to nic nadzwyczajnego że Merida wykorzystuje Flynna jako żywej tarczy - wzruszyłam ramionami
 - Nie tym razem - uśmiechnęła się słodko, uniosłam brwi ku górze
 - Dziś Merida założyła się z Czkawką - pisnęła, przegryzając dolną wargę i unosząc zaciśnięte piąstki do klatki piersiowej

 - To nie wróży nic dobrego - stwierdziłam, przyśpieszając
Rudowłosa dziewczyna często rywalizuje z różnymi osobami. Zazwyczaj wygrywa, wybierając takie osoby które nie mają szans. Tym razem wybrała sobie trudnego rywala. Czkawka jako jeden z nielicznych uczniów jest niepełnosprawny i do tego diabelsko uparty, tak samo jak Mer.
Astrid popchnęła jedno skrzydło czerwonych drzwi. Ujrzałam tam wysoką na dwadzieścia pięć metrów ścianę spinaczkową. Na dole stała grupka osób, podążaliśmy do nich. Znalazłam tam Jacka, który ze skrzyżowanymi rękami na piersiach, śmiał się pod nosem. Nie rozumiałam, dlaczego. Spojrzał na mnie z ukosa, pokazując palcem szczyt. Siedział tam Flynn, na głowie miał założone królicze uszy.
 - A więc tak...! - zaczęła głośno ruda, idąc długimi krokami wzdłuż ściany
 - Dziś zagramy w ''zdobądź króliczka''- wyszczerzyła się stając wyprostowana z rękami ułożonymi za plecami, tak jak żołnierz.
 - Zasady są proste, trzeba jak najszybciej dotrzeć na górę i bezpiecznie sprowadzić królika na dół
- dołączył się brunet, pokazał skinieniem głowy na chłopaka u góry, śmiejąc się z ostatnich słów swojej wypowiedzi.
                                                                       ***
Co się okazało, Czkawka wygrał. Sprowadził "zdobycz" bezpiecznie na ziemię, no prawie. Flynn nabawił się przez niego lęku wysokości. Foch Meridy, trwał ponad tydzień i za każdym razem kiedy widziała bruneta przyklejała mu przeżutą już przez nią, gumę do żucia na czoło.
                                                                      ***
 - To już jutro....- krzątałam się po całym pokoju szukając rzeczy o których mogłam zapomnieć.
 - Rozumiesz to Jack?- popatrzyłam na niego znacząco z skrzyżowanymi rękami. On tylko zerkną na mnie zmęczonym wzrokiem i szybkim ruchem złapał mnie za ramię i pociągnął w dół, sugerując bym usiadła koło niego na łóżku.
 - Rozumiem, tylko zastanawiam się po co ci tyle rzeczy i tyle robienia z tego problemów- wskazał na walizkę wypchaną po same brzegi, plecak i torbę. Przyznałam mu rację trochę tego było za dużo ale, tylko trochę.
Westchnęłam. Przetarłam dłonią twarz i popatrzyłam na zegarek stojący na toaletce i od razu opadłam plecami o materac. Zamknęłam oczy. Poczułam jak chłopak się przytula do mojego boku obejmując mnie lewą ręką. W pokoju była tylko nasza dwójka, wszyscy wrócili do siebie tłumacząc się że jest późna pora. Mieli rację, dobijała dwudziesta trzecia, a autobus mieliśmy o piątej rano. Szturchnęłam białowłosego.
 - Jack zwieraj się, musimy się wyspać, ja muszę się wyspać - wyrwałam się z nagłego stanu błogości
 - Ale, mi jest tu dobrze - wymruczał i jeszcze bardziej zanurzył nos w mój bok             

 - Jack- powiedziałam stanowczo
 - No już, już nie złość się piękna - poprawił ramiączko mojej koszulki i delikatnie musnął ustami moją szyję.
Przeszedł mnie dziwny dreszcz. Takie dziwne uczucie.
Nie zdążyłam nawet zareagować, a on już mówił mi dobranoc, przy drzwiach by po chwili za nimi znikną.
 Ach, jak ten czas szybko leci. O wiele za szybko. Już jutro ja i całą ekipa jedziemy do Nowego Yorku. Oni martwić się nie muszą, ale ja tak. Całe lata na to czekałam. Dostałam się w końcu do między krajowych mistrzostw, Boże, serce nie przestaje walić mi jak młot. No cóż, jakoś to przetrwam. Będę się starać z całych sił. Taa, tylko jest jedno ,,ale,,. Martwi mnie.......no wiecie Jessica. Boże kochany, wy wiecie kto to jest!? To diablica! Od zawsze patrzyła na mnie z wyższością, a kiedy wygrałam zawody, zrzucając ją na 2 miejsce...Jezu, od tego czasu nie daje mi żyć. Wiecznie próbuje wpędzić mnie w kłopoty, robi wszystko, żebym zawsze była tą gorszą, żeby mnie pogrążyć i żebym zawsze przegrywała. Krótko mówiąc: Uwzieła się na mnie! 
 No ale...może nie będzie tak złe? Będę starała się wygrać, o dostaniu się do mistrzostw marzyłam całe życie. Nie mogę się poddać.
 Ok, teraz czas spać. Jutro czeka nas ciężka podróż, a kiedy nadejdzie czas występu, muszę być zwarta i wypoczęta. Pozostaje mieć tylko nadzieję.


...................................
Tak, wiemy, że rozdział krótki i pojawił się baaaaaaaaardzo późno, ale uwierzcie:
- Szkoła - Marti
- Przygotowania do egzaminu trzecioklasisty - Hania
- I naprawdę wiele innych - Marti i Hania
Przeszkadzało nam w tym. Ale następny rozdział postaramy się wstawić jak najszybciej (oczywiście jak tylko damy radę xD)
Ale na razie, PA!

niedziela, 13 marca 2016

niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 14 Zakład

Elsa:
- Raz, dwa, trzy....raz, dwa trzy i toeloop*, raz, dwa, trzy i flip* - trenerka wyliczała mi tępo
- Wyprostuj się, raz...ręce wyżej - krzyczała
- Skok! - padła nagle komenda
Nie wyrobiłam się i upadłam. Drugi raz w ciągu półgodziny. Popatrzyłam na kobietę przepraszająco. Wstała z trybun zakładając łyżwy, podjechała do mnie i ukucnęła.
- Musisz być bardziej wyprostowana i skupiona - podała mi rękę żebym mogła szybciej wstać
Rozejrzała się dookoła, jej wzrok padł na zawodnika numer dziewięć. Złapała mnie za nadgarstek i pojechałyśmy w stronę chłopaka.
- Zdejmij to - rozkazała mu pokazując głową na kask - Jak się nazywasz numerze 9?
Chłopak Zdjął nakrycie głowy i poprawił swoje białe włosy
- Jack Frost, pani Romanov - spuścił wzrok z jej twarzy na lód
- Przepraszam - powiedział cicho żeby inni oprócz nas nie usłyszeli
- Co tu się dzieje, czemu wstrzymaliście grę ?! - po chwili pojawił się koło nas gruby mężczyzna z długą siwą brodą
- Twoi zawodnicy rozpraszają mi uczennice - zirytowała się
- To twoja tancereczka zajęła nam lodowisko - skrzyżował ręce na piersi
- North - pokazała na niego palcem - nie pozwalaj sobie
- To nich ona pokaże nam coś co zachwyci moich chłopców, a pójdziemy na tafle zewnętrzną, a jak nie to zajmujemy całą tą taflę  - można było usłysz śmiech niektórych zawodników
- Stoi - powiedziała podając mu dłoń
Ja popatrzyłam na nią z niedowierzaniem i przełknęłam głośno ślinę. Nie umiałam nic takiego zrobić żeby podobało się tym (napalonym) nastolatkom.
- Nie martw się wygramy to z nimi, zrobisz układ dwadzieścia siedem - szepnęła
Pokiwałam powoli głową i wjechałam na środek odganiając gapiów. Poprosiłam o włączenie muzyki.

 
 
Skończyłam. Uśmiechnęłam się szeroko i ukłoniłam się nisko. Całą sale odgarnęły odgłosy braw, gwizdów i krzyków. No, widzę, że im się spodobało.
 Podjechałam do mojej trenerki, która uściskała mnie mocno.
 - Brawo, byłaś świetna - uśmiechnęła się do mnie - No i co North? Sądząc po oklaskach, jakie otrzymała moja , myślę, że czas powiedzieć Panu, Do Svidaniya*! - zaśmiała się
 - Natasha, nie - odezwałam się patrząc na Jacka i Krisa - Niech zostaną, treningi możemy robić w każdej chwili, a oni mają niedługo mecz. Muszą ćwiczyć.
 - Po pierwsze, umowa to umowa. Po drugie, pragnę zauważyć, że ty także masz niedługo występ młoda damo - położyła ręce na biodrach
 - Za kilka tygodni - przewróciłam oczami
 - Dobra, trudno, Natasha ma rację, umowa to umowa - westchnął nauczycie, spuszczając wzrok - No dobra panienki, wyny mi stąd! Raz, raz, raz, raz - zaczął poganiać chłopaków do wyjścia. Zaśmiałam się widząc biednych zmierzających do drzwi. Kiedy byli już przy wyjściu, Kriss i Jack odwrócili głowy i spojrzeli na mnie. Wzruszyłam ramionami i pomachałam im. Uśmiechnęli się i wyszli.
                                     ***
Idę korytarzem, trzymając na ramieniu torbę w której mam łyżwy i strój do treningu. Boże, trenerka dała mi nieźle w kość. Kiedy chłopaki poszli musiałam zatańczyć jeszcze dwa układy. Bolą mnie wszystkie mięśnie i kości. Zmierzając w stronę pokoju zobaczyłam Flynna.
 - Hej - podeszłam do niego
 - Cześć El...... - chciał coś jeszcze powiedzieć, ale złapałam go za rękaw bluzy i pociągnęła do mojego pokoju - Eeee, co jest? - spytał, a ja zamknęłam drzwi.
 - Słuchaj, próbowałam to wyciągnąć z Jacka, ale chyba się jednak nie da, więc pytam się ciebie - spojrzała na niego ciężkim wzrokiem - Gdzie ty i Jack wymykacie się w nocy?
 - A, oto chodzi - za śmiał się nerwowo - Widzisz El.... - ale nie dokończył, bo ktoś otworzył drzwi bez pukania.
 - Hej El, nie widziałaś może.....- do pokoju weszła Merida - O tu jesteś Julek! Słuchaj, powiem krótko, zwięźle i na temat..... - zrobiła kilku sekundową pauzę - ODDAWAJ MOJĄ PIŁKĘ DO KOSZA! - wrzasnęła nagle, że aż podskoczyłam.
 - Jaką piłkę?! Ja nie mam twojej piłki! - odkrzyknął Flynn.
 - Jasne, poczekaj, bo uwierzę. To zemsta za tamto jabłko, tak? No już, oddawaj!
Nagle znów ktoś wszedł bez pukania. Tym razem był to Jack.
 - Merida! Oddawaj mój kij do hokeja! - krzyknął - O, hej, a co to za zbiegowisko? - uśmiechnął się. W pewnym momencie znów ktoś wszedł.
 - Jack, miałeś oddać mi dwie dychy i ja się pytam, gdzie one są!? Oj, cześć wszystkim! - wyszczerzył się.
 - Co wam wszystkim.....?- nie dokończyłam, bo usłyszeliśmy krzyki na korytarzu. Drzwi ponownie się otworzyły.
 -.......a chcesz w nochal!? - wstrząsnęła Astrid na Hiccupa, który razem z nią wszedł do pokoju.
 - Kobieto, ja z tobą nie wytrzymał! - popatrzyli na siebie morderczym wzrokiem. 
 - ELSA, TRZYMAJ MNIE, BO PRZYSIEGAM, UKATRUPIE JĄ/GO ŻYWCEM! - krzykneli jednocześnie odwróciwszy się w moją stronę. 
Zrobiłam facepalma.
 - Ludzie, z kim ja żyje - jęknełam - o co tym razem poszło!?
 - Ta oto tu blondyna z zaawansowanym ADHD, twierdzi, że zdradzam ją z Olivią, pierwszoklasistką, której nawet nie lubię!
 - Taa, na pewno! Przecież widzę, jak na ciebie patrzy! Jesteś wstrętnym, zdradzieckim.... - westchnęłam przewracając oczami. Podeszłam do nich, chwyciłam ich za głowy i zdecydowanym ruchem złączyłam ich usta w pocałunku. Rozchylili oczy ze zdziwienia, ale pomimo tego, że ich puściłam, nie oderwali się od siebie. Po chwili odsunęli się od się i popatrzyli sobie głęboko w oczy.
- Lepiej? - spytałam uśmiechając się dumnie. 
- T- tak, dzięki - uśmiechnęli się do mnie. 
- No, moja robota zakończona - otrzepałam dłonie, jakbym zmiatała z nich kurz i usiadłam na łóżku. 
- Tak w ogólne, to dałaś tam w sali niezłego czadu - zaśmiał się Kriss, a Jack mu przytaknął, po czym usiedli koło mnie, tak jak Merida, Flynn, Czkawka i Asrid. Taa, krawędź mojego łóżka jest dość szeroka. 
- Dzięki - zarumieniłam się. Nagle coś zatłukło się w mojej szafie. Posłaliśmy sobie wszyscy pytające spojrzenia. Wzruszyłam ramionami i powoli podeszłam do mebla. Popatrzyłam na innych wzrokiem mówiącym ,,na pewno?,, a oni kiwnęli głowami. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Na spodzie szafy siedziała Anna z metrową rolką kolorowego papieru do pakowania prezentów.
 - Czeeeeeść, hehe - zaśmiała się patrząc na nas.
 - A-Ania!? - zdziwiłam się - Co ty robisz w mojej szafie!?
 - Chowam się - odparła ściszonym głosem
 - Przed kim? - spytał Flynn
 - Przed Roszpunką - spojrzała na niego
 - Annaaaa.....- spojrzałam na nią ciężko - coś ty znowu narobiła?
 - Wiecie, Ross miała taką fajną, różową sukienkę. To była jej ulubiona, nikomu nie pozwalała jej założyć. Ja pod jej nie wiedzą ją ubrała i.......jedząc lody borówkowe.....troszku ją poplamiłam.
 - Co to znaczy? - wszyscy zwrócili się do mnie. Oj nie dobrze.
 - Zaraz zobaczycie - westchnęłam patrząc na nich z ukosa. Dosłownie jak na zawołanie ktoś zaczął mocno walić w drzwi mojego pokoju.
 - Otwieraj! Normalnie cię zatłukę! OTWIERAJ TE DRZWI!!! - wrzeszczała Roszpunka zza drzwi. Przejechałam otwartą dłonią po twarzy. Ja już wiem, co się szykuję, za dobrze znam moją rodzinę.
 - Bądźcie dobrymi przyjaciółmi i połóżcie mi czasem kwiaty na grobie - jęknęłam, a oni spojrzeli na mnie zdziwieni. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Natychmiast rzuciła się na mnie kuzynka z czerwoną jak burak twarzą.
 - TY WREDNA JĘDZO! ZABIJĘ CIĘ! ZATŁUKĘ! ZAMORDUJĘ! - wrzeszczała próbując walić mnie pięściami, jednak ja trzymałam ją za nadgarstki. Anka wyskoczyła szybko z szafy i zaczęła bić Ross po głowie papierem do pakowania prezentów, ale ponieważ blondynka potwornie się rzucała, ja również dostałam kilka razy.
 - Szanuj kuzynkę! Szanuj! Szanuj kuzynkę! - krzyczałam na nią, bo coraz trudniej było mi ją utrzymać. Nagle straciłam równowagę i wpadłam z dziewczynami do łazienki.
 
Jack: 
Drzwi do łazienki zatrzasnęły się z hukiem, a za nimi było słychać krzyki Elsy i Roszpunki. Jezu, znam Ross od kilku lat, i wiem, że można ją wkruszyć na wiele sposobów, ale to? Nie do uwierzenia! 
Nagle usłyszałem rozbicie czegoś szklanego. Matko, Punka przecież zaraz zabije Else. Wolę nie widzieć, jak wygląda ta bujka.
 - Rodzina Snow to wyjątkowy zwariowana i wyjątkowa rozdzinka - powiedział Czkawka. Wszyscy pokiwaliśmy zgodnie głowami. W końcu wszystko uciekło, a z łazienki wyszły dziewczyny całe posiniaczone i zadrapane, ale Elsa chyba najbardziej. Stały, trzymały się za ręce, szczerzyły się, pokazując swoje zęby. 
 - No, wszystko sobie wyjaśniłyśmy i jest już w porządku, co nie? - białowłosa spoglądnęła na Anne i Roszpunkę, a te pokiwali głowami. 
 - Dziewczyny, wasza rodzinka jest niemożliwa - parsknęła Astrid. 
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Nie wytrzymaliśmy i każdy wybuchnął śmiechem.
 


*toeloop, *flip - skoki kopane (odbicie z wykorzystaniem ząbków łyżwy)