poniedziałek, 28 września 2015

Chusteczka na otarcie łez.........

Chciałybyśmy dać wam post na otarcie łez, ponieważ nas długo nie było. Jest to taka właśnie chusteczka. Żeby na waszych twarzach zagościł uśmiech.

Pierwsze to gif ' y. Nie gniewajcie się jeśli błędy w tłumaczeniu, ponieważ Hania nie jest zbyt dobra z Angielskiego.

Skłamałbym, jeśli powiedziałbym, że spodziewałem
się normalnie wroga  
                                     
                                                                        [Jack]
Nie zrozum mnie źle, jestem przyzwyczajony do tego rodzaju rzeczy 

Ale potem znowu...
Nie codziennie można się dowiedzieć, że własna żona, która zastała mnie od tyłu  
Mogłabym powiedzieć to samo do ciebie, mój drogi mężu 


 
 
Cóż, to jest następne załatwiony  
 
 
 
Drugie u nas wywołał napad śmiechu. Naprawdę :D

 
 
 
 
 
Trzecie to urywki bardzo dobrze znanych filmów
 
 


















 









 
 
 
Czwarte to cosplay' e. Coś co jest jednym z marzeń Hani.
 
 


 
 
























poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 11 Wszystko będzie dobrze.........

Na początek wyjaśnienia! Przepraszamy za komplikacje dotyczące publikacji tamtego krótkiego posta, ale nasza kochana Hania *patrzę na nią miną typu -_-*(bo gadamy przez kamerkę) ,,Przez przypadek,, go opublikowała, więc macie teraz jego poprawioną całość. Mamy nadzieję, że nam to wybaczycie! Miłego czytania!


Jack:
Dźwięk upadającego metalu na kafelki, wystraszona dziewczyna trzymająca się za nadgarstek.
- To nie tak jak myślisz - cofnęła się gwałtownie z trącając z umywalki opakowanie tabletek przeciw bólowych.
-  A co mam myśleć - zapytałem się
Podszedłem do niej i ostrożnie chwyciłem za ręcznik leżący na brzegu wanny.
- To wszystko moja wina! - krzyczała, łzy leciały jeszcze mocniej i spływały po jej policzkach
- Nie rozumiem, możesz mi wytłumacz ? - poprosiłem podchodząc jeszcze trochę. Nie mogłem wykonywać gwałtownych ruchów, bo w takich sytuacjach nie ma żartów.
- To jest zbyt skomplikowane, ty nic nie wiesz - siliła się na dłuższą wypowiedz
- Wiem tyle ile powinienem i jeszcze to, co nie powinienem - wyznałem
- Czyli co wiesz? - zapytała wystraszona
Musiałem jej powiedzieć że wiem o jej mocy. Wypuściłem głośno powietrze, przeczesałem włosy.
- Wiem że masz moc która jest piękna.... - ale przerwała mi
- Nie prawda, ona tylko skazuje na wieczne cierpienie - nie miała już sił
Usiadła na posadce i oparła się o ścianę. Podniosła żyletkę i zaczęła obracać ją w palcach. Widać, że jest wyczerpana psychicznie. Trzeba ją uspokoić, bo zrobi sobie krzywdę.
- Czy ty nie rozumiesz że to jest dar który możesz mieć tylko ty ? - spytałem głośniej
- To wszystko przeze mnie, wyprowadzka i podróż rodziców - zrobiła cięcie
- Przestań! - krzyknąłem
- Po co? - wstała - Nic już nie ma sensu - podniosła rękę i zrobiła kolejne nacięcie - Nie wiesz co ja czuję - sapnęła
- Po części wiem - odpowiedziałem. W końcu też mam tą moc co ona, ale lepiej nie będę jej tego mówić. Za dużo już przeszła.
- Dlaczego musieli zginąć? - wyszeptała i zrobiła cięcie. Gwałtownie wstałem i chciałem chwycić za jej rękę, ale ta wystawiła przed siebie żyletkę. Odsunąłem się o krok. Ręka jej drżała, widziałem w jej oczach, że nie chce zrobić mi krzywdy, ale niestety chciała ją zrobić sobie. Zaczęła ronić łzy. Tak bardzo chciałem jej pomóc, ale nie mogłem nic zrobić.
- Błagam, niech to się już skończy...- szepnęła i przejechała żyletką po nadgarstku z którego zaczęła cieknąć obficie krew. Teraz już nie wytrzymałam. Szybkim ruchem wytrąciłem jej narzędzie. Wykorzystałem, że była oszołomiona, szybko położyłem na jej nadgarstku ręcznik i przycisnąłem dłonią miejsce, gdzie była większa rana, by zatamować krwawienie, a El wziąłem na ręce i wyszedłem z łazienki. Blondynka szarpała się i wrzeszczała.
- Jack! Puść mnie! Zostaw! - krzyczała zapłakana, jednak nie zamierzałem słuchać. Usiadłem na jej łóżku, a ją posadziłem siebie na kolanach. Wyrywała się, ale ja mocno trzymałem ją za nadgarstki, więc nie miała szans.
- Jack! Błagam, zostaw! Zrozum! Ja już nie chcę żyć! - wyszlochała załamana. Przeraziłem się. Nie pozwolę, żeby odebrała sobie życie! Jest dla nas bardzo ważna! To dar gwiazdy, a już przede wszystkim MOJA PRZYJACIÓŁKA! Gwałtownie ją do siebie przyciągnąłem, tak, że nasze twarze dzieliło kilka centymetrów i mocniej ścisnąłem jej nadgarstki.
- Elsa, ty chyba oszalałaś! Musisz się uspokoić! Pomyślałaś o naszej paczce? O Annie? O mnie? - dwa ostatnie słowa powiedziałem już spokojniej - Jesteś jeszcze młoda, a życie toczy się dalej. Kiedy umrzesz, będziesz tego żałować, bo zmarnujesz to, co mogłaś przeżyć. Nie możesz obwiniać się za śmierć swoich rodziców. Zobaczysz, wszystko się ułoży - przytuliłem ją do siebie i wtuliłem twarz w jej włosy. Ona zaczęła głośno płakać w moje ramie mocząc łzami moją bluzę. Cała się trzęsła. Mocniej ją obciąłem i zacząłem się kołysać na boki. Po jakiś 10 minutach słuchania jej płaczu nastała cisza. Odsunąłem się troszkę od jej włosów i zobaczyłem, że zasnęła. Jej twarz zastygła w wyrazie bólu i rozpaczy. Policzki miała mokre od łez, które nadal wylatywały z pod powiek. Uśmiechnąłem się smutno i ostrożnie położyłem ją na łóżku, po czym przykryłem ją do połowy kołdrą i pocałowałem w czoło. Usiadłem na skraju łóżka i zadzwoniłem do Flynna, żeby on i cała paczka tu przyszli. Zjawili się po około 3 minutach. Odetchnęli z ulgę, gdy zobaczyli śpiącą Elsę, ale przerazili się widząc jej rękę. Wyjaśniłem im wszystko, a oni byli tym wstrząśnięci. Anna usiadła na krześle obok łóżka Elsy i delikatnie pogłaskała jej włosy.
- Nie martw się siostrzyczko - wyszeptała - wszystko będzie dobrze.......


Elsa:
                                                       *kilka dni później*         
Minęły 3 dni, od kiedy Jack powstrzymał mnie przed cięciem się. Nie wiem co mnie do tego podkusiło. Byłam całkiem załamana. Zresztą nadal jestem. Przepłakuje całe dnie i do nikogo się nie odzywam. Wszyscy mówią do mnie i błagają żebym coś powiedziała, ale ja nawet nie drgnę. Wiem, że się o mnie martwią i doceniam to, ale minęło za mało czasu. Anna też rozpaczała gdy dowiedziała się o wypadku rodziców, ale pozbierała się bardzo szybko. Sąd przekazał opiekę nad nami wujkowi i cioci, rodzicom Roszpunki. Teraz siedzę koło łóżka, oparta o ścianę w moim nowym pokoju w internacie.
Nagle do pokoju wchodzi nasza paczka. Wszyscy są ubrani na czarno.
- Elso....- mówi Jack - idziemy na pogrzeb. Idziesz z nami? - pyta spokojnie. Ja jednak milczę. Patrzę  pustym wzrokiem na podłogę przede mną.
- Elsi, proszę - szepcze Anna - odezwij się i chodź z nami.
Ja nic nie mówię. Jestem zamknięta w moim smutnym i ponurym świecie z którego nie mogę wyjść. Wszyscy posyłają sobie smutne spojrzenia. Spoglądają na mnie ze współczuciem i wychodzą. Gdy słyszę jak zamykają się drzwi kryję twarz w kolanach i zaczynam szlochać. Znów zostałam sama. Nikomu z was nie życzę, żeby spotkało was coś takiego jak mnie. Jest taki cytat z książki, którą kiedyś czytałam: